Artykuł dotyczący wypowiedzi szefa MON Antoniego Macierewicza ukazał się na portalu w poniedziałek wieczorem. "Przez całe sześć lat od momentu tragedii Macierewicz był zwolennikiem wersji, że samolot prezydenta uległ eksplozji w powietrzu, a nie rozbił się przy zderzeniu z ziemią" - pisze autor tekstu.

 

Portal przypomina główne ustalenia rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) oraz Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego pod przewodnictwem ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera w Polsce. Zauważa następnie, że w kwietniu 2014 roku szef prokuratury wojskowej w Warszawie płk. Ireneusz Szeląg wykluczył, że na pokładzie Tu-154M znajdowały się materiały wybuchowe. Prokuratura ogłosiła wtedy, że biegli nie znaleźli śladów po wybuchu na pokładzie.

 

"W marcu 2015 roku polska prokuratura wojskowa przedstawiła zaoczne zarzuty dwóm kontrolerom lotów na lotnisku w Smoleńsku o >>nieumyślne doprowadzenie do katastrofy<<. Ale i wtedy strona polska zauważała, że główną przyczyną katastrofy były działania załogi" - pisze portal.

 

Rosja "sama sprowokowała"

 

Cytowana jest opinia Wadima Wołobujewa z Instytutu Slawistyki Rosyjskiej Akademii Nauk, który uważa, że "Moskwa sama częściowo sprowokowała pojawienie się alternatywnych wersji katastrofy, nie przekazując stronie polskiej szczątków samolotu".

 

Rozmówca portalu powiedział, że "Macierewicz już od czasu wyznaczenia go na szefa komisji parlamentarnej (ds. zbadania przyczyn katastrofy Tu-154M - przyp. red.) był przekonany, że w samolocie doszło do wybuchu, a rezultaty pracy komisji Millera nie miały dla niego żadnego znaczenia".

 

Wołobujew ocenił, że należy teraz oczekiwać ze strony władz Polski dalszych działań związanych z badaniem przyczyn katastrofy, w tym "możliwych prób zaangażowania struktur europejskich". Zdaniem rozmówcy RBK w każdym wypadku wypowiedzi tego rodzaju nie wpłyną pozytywnie na stosunki Rosji i Polski.

 

Wykład, który wzburzył Rosję

 

Szef MON Antoni Macierewicz podczas wykładu w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu w sobotę wyraził m.in. pogląd, że Polska była "pierwszą ofiarą terroryzmu w latach 30.", "a po Smoleńsku możemy powiedzieć, że byliśmy też pierwszą wielką ofiarą terroryzmu we współczesnym konflikcie, jaki się na naszych oczach rozgrywa".

 

W katastrofie pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku zginęli wszyscy pasażerowie i członkowie załogi - 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka Maria. Polska delegacja udawała się na uroczystości z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

 

PAP