W poniedziałek 65-letniego wykładowcę zaatakował 30-letni student III roku Łukasz P.. Wtargnął do jego gabinetu z tasakiem do mięsa i zadał profesorowi kilka ciosów. W pokoju była studentka, która próbowała odciągnąć napastnika i osłonić profesora. Gdy mężczyzna uciekł z gabinetu, w pogoń za nim rzucili się dwaj pracownicy administracyjni wydziału. Złapali go, obezwładnili i wezwali policję.

 

Gdyby nie studentka, profesor mógł zginąć


- Gdyby nie pomoc studentki, życie profesora byłoby poważnie zagrożone. Ona zasłoniła profesora własnym ciałem, tylko dzięki niej żyje - - powiedziała Dominika Narożna, rzecznik UAM. Podkreśliła też, że sprawna akcja pracowników wydziału pozwoliła zatrzymać sprawcę.

 

Wyjaśniła, że władze uczelni postanowiły im podziękować za postawę. Rzecznik UAM podkreślała w rozmowie z polsatnews.pl, aby nie traktować tego w kategorii nagrody. - Życie ludzkie jest zbyt cenne, by można było je wycenić i jego uratowanie nagrodzić - stwierdziła.

 

Spotkanie władz Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu ze studentką i pracownikami odbędzie się w poniedziałek.

 

Zarzut zabójstwa dla napastnika

 

Profesor Wydziału Chemii ma niegroźne rany głowy i dłoni. Śledczy uznali jednak, że Łukasz P. mógł przy pomocy tasaka zadać nawet śmiertelne ciosy.

 

Napastnikowi postawiono zarzut usiłowania zabójstwa. Sąd zdecydował, że po obserwacji psychiatrycznej trafi na trzy miesiące do aresztu.

 

RMF FM, polsatnews.pl