Pismo do Antoniego Macierewicza Fundacja Wolna Syria wysłała kilka dni temu. Jak argumentuje, projekt "zmieniłby możliwości działania organizacji humanitarnych w obecnym kryzysie syryjskim oraz innych, przyszłych kryzysach humanitarnych".

 

"Śmiały projekt"

 

- To śmiały projekt - przyznał Samer Masri.  Przekonuje jednak, że ta forma pomocy na miejscu byłaby "przełomowa" w kontekście problemów, z którymi borykają się organizacje charytatywne zajmujące się ofiarami konfliktu w Syrii.

 

Zdaniem Masriego, skoro ostatnio pojawił się pomysł, by polskie F-16 prowadziły zwiad nad terenami opanowanymi przez ISIS, lepiej byłoby w inny sposób wspierać Syrię. - Przedstawiamy pomysł alternatywny. Dzięki temu Polska nie ryzykowałaby życia swoich żołnierzy - powiedział.

 

Wolna Syria wymyśliła, że za pomocą dronów można by dostarczać odciętej od pomocy humanitarnej ludności cywilnej kluczowe materiały medyczne "ponad liniami podziału walczących stron".

 

W liście do ministra fundacja napisała, że efekt udzielonej w ten sposób pomocy, czyli dostarczanie niezbędnych produktów "w sposób niezależny od sytuacji w terenie i dobrej woli zwaśnionych stron", byłby "osiągnięciem historycznym, bez precedensu w historii pomocy humanitarnej".

 

Prestiżowa sprawa

 

"Prestiż kraju, który jako pierwszy podejmie tego rodzaju misję ogromnie wzrośnie. (...) Wdzięczność dla Polski ze strony umierających z głodu i chorób trudno z czymkolwiek porównać, jednak mieszkańcy Warszawy doskonale zrozumieją ich sytuację i towarzyszące jej odczucia..." - argumentują działacze fundacji.

 

Wolna Syria prosi o wsparcie MON ze względu na szczególny charakter technologii, która nie jest dostępna komercyjnie, oraz międzynarodowy kontekst konfliktu. Tylko przy wsparciu ministerstwa z pogranicza syryjsko-jordańskiego mogłaby wysyłać drony.

 

Masri pytany o szczegóły projektu, odpowiada, że jego fundacja dostała dotację z MSZ w wys. 750 tys. zł. Te pieniądze oraz uzyskane z innych źródeł przeznaczy na działanie szpitala w jordańskim mieście Irbid. Placówka, w której pracować będą wspólnie polscy i jordańscy lekarze, ma pomagać ofiarom konfliktu w Syrii. Oferować im także pomoc psychologiczną.

 

A skoro fundacja przez kolejne miesiące będzie działać w Jordanii, mogłaby wykorzystać tę możliwość, by spróbować dostarczyć także na tereny odcięte od działań organizacji humanitarnych, m.in. leki dla Syryjczyków. 

 

- Wiemy, że od razu na tak śmiały projekt nikt się nie rzuci. Ale liczymy na to, że ministerstwo wyrazi chęć współpracy. Dzięki temu polskie zakłady zbrojeniowe, które produkują drony, mogłyby swój sprzęt testować. Polski rząd przecierałby innym szlaki, a my moglibyśmy pomóc na miejscu - podkreślił Masri.

 

Ministerstwo Obrony Narodowej na razie nie odpowiedziało na prośbę fundacji.

 

We wtorek mija 5 lat od pierwszych protestów, które doprowadziły do wybuchu wojny domowej w Syrii. 

 

Bilans tej wojny to co najmniej 250 tysięcy zabitych i co najmniej 11 milionów osób, które uciekły z domów w inne rejony Syrii albo za granicę. Dziś wojnę w Syrii nazywa się "największą katastrofą od II wojny światowej".

 

polsatnews.pl