Podczas policyjnej rewizji odbywającej się w jednym z domów w dzielnicy Forest na południu Brukseli nieznani sprawcy oddali strzały w kierunku policjantów. Strzały padły ponownie podczas pościgu za sprawcami. Według prokuratury czterech policjantów zostało rannych.

 

Agencje podają, że za uciekającymi po dachach budynków trzema domniemanymi terrorystami wszczęto zakrojoną na szeroką skalę obławę - policja zamknęła dla ruchu całe kwartały ulic. Mieszkańcom polecono pozostanie w domach. Podczas pościgu w odstępie ok. pół godziny słychać było kolejne strzały z broni palnej - podała rozgłośnia radiowo-telewizyjna RTBF. Potem poinformowano, że jeden z uciekinierów został zabity; dwóch pozostałych wciąż jest na wolności.

 

Do policyjnej operacji skierowano śmigłowiec, pododdziały sił specjalnych i co najmniej kilkanaście radiowozów.

 

Belgijskie służby bezpieczeństwa zablokowały drogi dojazdowe do miasta Forest, leżącego w południowej części Regionu Stołecznego Brukseli, gdzie doszło do całego zajścia.

 

- Nad okolicą lata policyjny helikopter. W tej chwili nie działa miejska komunikacja. Zamknięto żłobki i szkoły - relacjonowała korespondentka Polsat News w Brukseli, Dorota Bawołek.

 

 

 

 

- Po 13 listopada 2015 roku, gdy odkryto, że większość organizatorów zamachów w Paryżu przyjechała tam z Belgii, tego typu akcje odbywają się w tym kraju niemal każdego tygodnia. Zatrzymano już dziesiątki osób - powiedziała. - Dzisiejsza akcja była więc jedną z wielu, ale pojawiają się już głosy krytyki, że nie została właściwie zaplanowana.

 

 

W ramach belgijskiego śledztwa dotyczącego paryskich zamachów do tej pory zarzuty przedstawiono jedenastu osobom, z których osiem wciąż przebywa w areszcie tymczasowym. Prokuratura ustaliła, że zamachy w dużej mierze były przygotowywane w Brukseli. Wciąż na wolności są dwaj główni domniemani sprawcy zamachów z Paryża, wywodzący się z brukselskiej dzielnicy Molenbeek: Salah Abdeslam i Mohamed Abrini.

 

 

Listopadowe ataki islamistów w Paryżu

 

Zamachy we Francji przeprowadziły trzy skoordynowane grupy terrorystów, które w sumie składały się z 9 osób. Trzech terrorystów uderzyło w pobliżu Stade de France, trzech w sali koncertowej Bataclan, a trzech zaatakowało gości pełnych w piątkowy wieczór barów i restauracji.

 

W zamachach zginęło 129 osób. Jedna z osób rannych zmarła po tygodniu w szpitalu.

 

Były to najkrwawsze ataki we Francji od czasu drugiej wojny światowej. Doprowadziły do wprowadzenia pierwszego stanu wyjątkowego na terenie całego kraju od czasu wojny algierskiej w 1961 roku. 

 

Kilka dni po zamachach Zgromadzenie Narodowe na wniosek prezydenta Francji Francoisa Hollande'a, przedłużyło stan wyjątkowy na trzy miesiące. 15 lutego parlament Francji przegłosował przedłużenie stanu wyjątkowego do 26 maja.

 

Za atakami stali terroryści związani z tzw. Państwem Islamskim.

 

polsatnews.pl, Polsat News, euronews.com