Zarówno wyborcy Partii Demokratycznej jak i Partii Republikańskiej (GOP) będą głosować w stanach Floryda, Illinois, Missouri, Karolina Północna i Ohio. Ale podczas gdy w prawyborach Demokratów delegaci na konwencję partyjną wciąż będą rozdzielani proporcjonalnie do uzyskanego wyniku pomiędzy dwoje kandydatów: byłą szefową dyplomacji Hillary Clinton i senatora Berniego Sanders, to w GOP w wielu stanach, w tym na Florydzie i Ohio, zacznie obowiązywać od 15 marca zasada "zwycięzca bierze wszytko".

 

Oznacza to, że zwycięzca na Florydzie - choćby wygrał z pozostałymi trzema pretendentami do nominacji GOP zaledwie jednym punktem procentowym - to i tak zgarnie wszystkich 99 delegatów na lipcową konwencję partii, która nominuje ostatecznego kandydata. W Ohio stawką jest 66 delegatów.

 

"Jeśli Donald Trump (lider wyścigu wśród Republikanów) wygra w obu tych stanach, to dalsze próby uniemożliwienia mu zdobycia większości 1237 delegatów (gwarantujących nominację prezydencką GOP - przyp. red.) będą już bardzo, bardzo trudne" - oceniła redaktorka prestiżowego portalu wyborczego Cook Political Report, Amy Walter.

 

Ostatnia szansa pozostania w wyśscigu

 

Ale jeśli na Florydzie wygra reprezentujący ten stan w Senacie USA Marco Rubio, a w Ohio obecny gubernator tego stanu John Kasich, to zapewnią sobie ostatnią szansę pozostania w wyścigu aż do konwencji. Wówczas też scenariusz tzw. contested convention, zwanej częściej brokered convention (sporna lub ustawiana konwencja), podczas której delegaci mogą nominować zupełnie nowego kandydata partii w zaplanowanych na 8 listopada wyborach prezydenckich, stanie się bardziej prawdopodobny. Pod warunkiem jednak, że Trump, nawet jeśli wygra prawybory, nie zdobędzie większości 1237 delegatów.

 

Na razie, mimo niezwykle intensywnej kampanii prowadzonej we własnym stanie przez Rubio, sondaże wskazują, że to nowojorski miliarder Trump zwycięży na Florydzie z kilkunastopunktową przewagą. W Ohio, zgodnie ze średnią wyliczoną z ostatnich czterech sondaży przez portal Realclearpolitics.com, Kasich prowadzi z Trumpem, ale zaledwie 2 punktami procentowymi.

 

Błędne sondaże

 

Tyle że od początku prawyborów sondaże wielokrotnie się myliły, czasem bardzo mocno, podobnie jak analitycy i dziennikarze. Nie sprawdziły się ani przepowiednie, że Trump szybko odpadnie, ani teorie, że osiągnął już szczyt swych możliwości. Bo poparcie dla niego wśród wyborców GOP z 25 proc. wzrosło w skali kraju do 35 proc. Jak dotąd nie udało się też skonsolidować wyborców za jednym, antytrumpowskim kandydatem.

 

Po wycofaniu się z wyścigu Jeba Busha - brata i syna prezydentów USA - establishment i donatorzy GOP na takiego alternatywnego dla Trumpa kandydata wyznaczyli senatora Rubio. Ale wyborcy nie posłuchali ani elit ani nie przekonała ich finansowana przez donatorów kampania #NeverTrump. Rubio jak dotąd wygrał tylko w Minnesocie, Dystrykcie Kolumbii i na Portoryko i zajmuje dopiero trzecie, odległe miejsce pod względem delegatów wśród czwórki pretendentów GOP do Białego Domu; według wyliczeń "New York Timesa" ma tylko 163 delegatów. Jeśli przegra w swej rodzinnej Florydzie, to nie wykluczone, że w ogóle wycofa się z wyścigu.

 

Cruz tak jak Trump kandydatem "antyestablishmentowym"

 

Na jedynego wiarygodnego antytrumpowskiego kandydata wyrósł ultrakonserwatywny senator z Teksasu Ted Cruz, który wygrał dotychczas w ośmiu stanach, gwarantując sobie głosy 370 delegatów na konwencję GOP. Prowadzący wyścig kontrowersyjny miliarder wygrał w 15 stanach i ma 460 delegatów.

 

Ale Cruz, który cieszy się popularnością głównie bardzo religijnych, konserwatywnych ewangelików też nie jest ulubieńcem republikańskich elit. Ten 45-letni senator prezentuje się tak jak Trump jako kandydat "antyestablishmentowy". Choć jest senatorem zaledwie pierwszą kadencję, to już zasłynął jako jeden z najbardziej bezkompromisowych polityków. To on, protestując przeciw reformie zdrowia Obamacare, doprowadził w 2013 roku do kilkunastodniowego paraliżu instytucji federalnych, tzw. shutdownu. Zapowiada, że jako prezydent USA uchyli tę reformę, jak też wszystkie dekrety prezydenta Baracka Obamy i zlikwiduje amerykańskiego fiskusa, IRS.

 

"Dla wielu w Waszyngtonie wybór pomiędzy Trumpem a Cruzem to jak wybierać pomiędzy żuciem szkła a grzebaniem sobie igłą w oku" - oceniła Amy Walter.

 

Prawybory wśród Demokratów

 

Po stronie Demokratów wyścig też nie przebiega jak przewidywano, bo Clinton już w marcu miała sobie zapewnić nominację Demokratów. Tymczasem niespodziewanie przegrała z Sanderesm w przemysłowym stanie Michigan. Wciąż ma nad nim kolosalną przewagę pod względem zdobytych delegatów (1231 do 576) i zdaniem analityków wygra prawybory, ale zajmie jej to więcej czasu niż oczekiwano.

 

Ale po zwycięstwie w Michigan senator ze stanu Vermont "odzyskał wiatr w żaglach" i po raz kolejny zmusza Clinton do przemyślenia kampanii, by naprawić słabości, wśród których największą jest nieumiejętność przyciągnięcia młodych i bardziej lewicowych białych Demokratów, w tym robotników.

 

Dla Sandersa, który zdobył popularność hasłami walki z finansjerą z Wall Street oraz krytyką globalizacji, międzynarodowych umów handlowych i establishmentu w Waszyngtonie, kluczowe będą we wtorek prawybory zwłaszcza w Ohio, Illinois i Missouri, czyli stanach leżących w tym samym co Michigan regionie Środkowego Zachodu i także dość przemysłowych. W najnowszych sondażach Clinton wciąż prowadzi z Sandersem w tych trzech stanach, ale nie tak znacznie jak jeszcze kilka tygodni temu. Nie powinno być natomiast niespodzianek na Florydzie, gdzie sondażowa przewaga Clinton nad Sandersem sięga aż 30 pkt proc.

 

PAP