Najpierw odebrano im smartfony i sprzęt elektroniczny, który mieli ze sobą. Potem podzielono ich na około 20-osobowe grupy i przydzielono role do odegrania.

 

Następnie grupę nastolatków umieszczono w prowizorycznym obozie. Przy temperaturze ok. 0 stopni Celsjusza, bez ogrzewania, w namiotach, mieli spędzić noc w środku zaśnieżonego lasu.

 

Gdy zaczęli organizować sobie miejsce do spania, pod obozowisko podjechały dwa wojskowe pojazdy na sygnale. Ci, którym udało się zasnąć, zostali wyrwani ze snu. Musieli spakować obóz i wyruszać dalej, kontynuować swoją - w tym przypadku wymyśloną - podróż.

 

"Piekło na ziemi"

 

W czasie swojej wędrówki musieli także przejść proces rejestracji. Wszystko wydłużała biurokracja, konieczność wypełniania wielu dokumentów i strażnicy graniczni, z którymi nie dało się porozumieć po angielsku.

 

W końcu przydzielono im posiłek - suchy ryż. Nastoletni "uchodźcy" pochłonęli go, mimo, że na opakowaniach widniał rok 1998, jako data przydatności do spożycia.

 

- Oczywiście sytuacja prawdziwych uchodźców jest dużo gorsza, ale głód i zimno, którego doświadczyliśmy, to potworne uczucie - powiedział Ebbe Marienborg Schieldrop, nastolatek, któremu przydzielono rolę głowy rodziny.

 

Lasse Moen Sørensen, szef organizacji Refugee Norway, która zorganizowała obóz dla nastolatków stwierdził, że jego uczestnicy eksperyment zakończyli jako dojrzalsi, lepsi i bardziej świadomi sytuacji uchodźców ludzie.

 

  

Przejście w dorosłość

 

Doświadczenia  z obozu dla uchodźców miały nastolatkom pomóc zrozumieć sytuację 2 milionów ludzi na świecie, którzy z różnych powodów zdecydowali się na ucieczkę ze swoich ojczyzn.

 

Dla wielu z nich udział w przedsięwzięciu był także elementem rytuału przejścia 15-latków w dorosłość. Ceremonie "coming of age" odbywają się w wielu krajach położonych na północy Europy. Zaś sam pomysł wcielania się w role uchodźców nie jest nowy. Zrodził się w 2004 roku w Danii. Od tamtej pory w Norwegii, która przeniosła ten pomysł do siebie, aż 80 tysięcy nastolatków przeszło podobny test.

 

The Local