Russel Laight został zatrzymany na lotnisku w Saint-Jean de Terre-Neuve (Kanada). Pierwsza próba przeprowadzona na lotnisku wykazała obecność ketaminy w urnie, ale kolejna, dokonana w laboratorium w stolicy kraju, Ottawie, wykluczyła jej ślad. Po 5 dniach za kratkami został więc wypuszczony na wolność.

 

Pechowy Brytyjczyk podkreślił w wywiadzie dla telewizji CBC, że czuje się upokorzony tym, iż potraktowano go jak kryminalistę, podczas gdy on chciał tylko wypełnić ostatnią wolę swego zmarłego na raka przyjaciela, który rokrocznie odwiedzał kanadyjskie wybrzeże Atlantyku.

 

- Chciałbym teraz uzyskać informację, gdzie znajdują się prochy Simona Darby'ego i jak najszybciej dopełnić tego, o co prosił przed śmiercią - zaznaczył Laight.

 

Jednocześnie przyznał, że nie zadbał o wszystkie formalności, decydując się na przewóz urny.  - To trochę wygląda tak, jak gdyby Simon nabijał się ze mnie zza grobu: chciałeś iść na skróty, to ponoś teraz konsekwencje - podsumował.

 

PAP