Kanada przez ostatnie 10 lat co roku przyjmowała średnio ok. 250 tys. osób. W ostatnich dniach minister ds. imigracji John McCallum poinformował, że tegoroczny limit legalnej imigracji wyniesie od 280 tys. do 305 tys. osób.

 

Według mediów imigracją do Kanady zaczęli się interesować także Amerykanie, co jest ubocznym skutkiem rosnącej popularności miliardera Donalda Trumpa przed wyborami prezydenckimi w USA.

 

Limit dotyczy trzech grup: od 51 tys. do 57 tys. uchodźców, od 75 tys. do 82 tys. członków rodzin osób posiadających kanadyjskie obywatelstwo oraz od 151,2 tys. do 162,4 tys. osób będących emigrantami ekonomicznymi.

 

Uchodźcy i łączenie rodzin

 

Minister ds. imigracji mówił , że liberalny rząd chce skoncentrować się na łączeniu rodzin i pomocy uchodźcom. Poprzedni rząd konserwatysty Stephena Harpera przyznawał prawo stałego pobytu niewiele mniejszym grupom imigrantów (plan na 2015 rok wynosił od 260 tys. do 285 tys.), ale mniej sprzyjał łączeniu rodzin, szczególnie w odniesieniu do rodziców i dziadków danej osoby. Dla tej grupy imigrantów, często osób starszych, roczny limit wynosił 5 tysięcy. W tym roku, jak mówił John McCallum, limit wyniesie 10 tys. osób.  

 

Kanadyjski system imigracyjny dla migrantów ekonomicznych bazuje na punktowanych kryteriach. Z kolei ci, którzy przyjeżdżają w ramach łączenia rodzin, o ile tylko znają angielski lub francuski, nie mają szczególnych problemów z samodzielnym wypełnieniem formularzy i uzyskaniem niezbędnych kopii i tłumaczeń potrzebnych dokumentów.

 

Kanada wzorem

 

Wielu polityków powołuje się na przykład Kanady jako kraju, który wypracował skuteczne procedury, dbając o bezpieczeństwo i wybierając tych, którzy będą umieli zaaklimatyzować się w nowym miejscu.

 

Brytyjski "Guardian" opublikował kilka miesięcy temu tekst Audrey Macklin, profesor prawa z Uniwersytetu Toronto, że "kiedy na całym świecie partie polityczne uskarżają się na nieskuteczność swoich krajów w radzeniu sobie z imigracją, często wskazują na Kanadę".

Zainteresowanie imigracją do Kanady przybiera czasem anegdotyczne formy. Od trzech tygodni wielkie zainteresowanie Amerykanów i mediów w USA budzi strona internetowa założona przez dziennikarza z Cape Breton (w kanadyjskiej prowincji Nowa Szkocja), nazwana "Cape Breton jeśli wygra Trump".

 

Zachowania Trumpa prawie nie mają odpowiednika we współczesnej kanadyjskiej polityce i sprowokowały dziennikarski żart, który przerodził się w setki tysięcy kliknięć i aż 4 tys. zapytań o warunki imigracji do Kanady. Cape Breton ma 147 tys. mieszkańców. Minister ds. imigracji Nowej Szkocji Lena Diab powiedziała w wywiadzie radiowym, że rząd prowincji gotów jest pomóc.

 

PAP