Edward Southall, emerytowany lekarz z Devon, w czasie lotu z londyńskiego lotniska Gatwick do Salonik siedział z przodu samolotu. Dzięki temu jako jeden z pierwszych usłyszał od obsługi samolotu, że na pokładzie jest poważnie chora staruszka i być może trzeba będzie maszynę zawracać. Chwilę później stewardessa spytała pasażerów, czy wśród nich jest lekarz, który mógłby kobiecie pomóc. Dr Southall zgłosił się natychmiast.

 

Mężczyzna został zaprowadzony do starszej Greczynki. - Kobieta była blada, oblana potem, bardzo słaba. Przy pomocy apteczki znajdującej się na pokładzie byłem w stanie ją osłuchać, zmierzyć ciśnienie krwi i ogólnie kontrolować jej stan - relacjonował lekarz. Edward Southall powiedział również załodze, że jego zdaniem nie ma potrzeby zawracania do Londynu, gdyż sytuacja została opanowana, a on sam będzie monitorować stan kobiety przez cały lot.

 

- Na szczęście jej kondycja stopniowo się poprawiała. Po około godzinie kobieta zasnęła, a ja miałem czas na odpoczynek - dodał.

 

Właśnie wtedy do dra Southall podeszła stewardessa z pokładowym cateringiem. Gdy emerytowany lekarz, który kilka minut wcześniej sprawił, że samolot nie musiał zawracać, poprosił o kawę i baton KitKat, w odpowiedzi usłyszał, że kawę od linii lotniczych może dostać gratis, jednak za słodka przekąskę musi zapłacić.

 

Szczęśliwe zakończenie

 

Lekarz niezrażony nieuprzejmym zachowaniem obsługi samolotu, już po wyjściu z pokładu cały czas towarzyszył starszej kobiecie i poczekał z nią, aż rodzina po nią przyjedzie.

 

Gdy sam wrócił do domu, skontaktował się z biurem prasowym linii lotniczych EasyJet. Spytał, jaka jest polityka linii w takich przypadkach i czy zachowanie personelu pokładowego było właściwe. Dodał, że jego zdaniem pomoc udzielona staruszce pozwoliła liniom zaoszczędzić tysiące funtów na nieplanowane lądowanie.

 

Dopiero po jakimś czasie linie lotnicze odpisały, że w podziękowaniu mogą zaoferować lekarzowi "nagrodę" w postaci braku opłaty za jeden bagaż rejestrowany (równowartość 20 funtów).

 

Lekarza zirytowało to jeszcze bardziej. Jak tłumaczył, nagłaśniając w mediach sprawę, nie chodzi mu ani o darmowy batonik, ani o brak opłat za bagaż. A o zasadę.

 

Dopiero po publikacjach medialnych linie lotnicze postanowiły obronić swój wizerunek i opcję „nieodpłatnego” bagażu zamieniły na jeden darmowy lot.

 

The Independent