Wysoki komisarz ONZ ds. praw człowieka Zeid Ra'ad Al-Hussein wyraził ubolewanie z powodu dramatycznej sytuacji panującej w tym młodym, mającym zaledwie pięć lat afrykańskim kraju. Biuro komisarza podało, że ataki przeciwko cywilom, wymuszone zaginięcia czy gwałty mogą sprowadzać się do zbrodni wojennych i zbrodni przeciw ludzkości.

 

Raport został opracowany przez oenzetowski zespół, który przebywał w Sudanie Południowym od października 2015 r. do stycznia 2016 r. Według autorów, to "podmioty państwowe" ponoszą największą odpowiedzialność za przestępstwa.

 

Konieczne embargo na broń

 

Zeid rekomenduje Radzie Bezpieczeństwa ONZ, by rozważyła rozszerzenie obowiązujących już sankcji wobec Sudanu Południowego poprzez wprowadzenie "kompleksowego embarga na broń" oraz aby zastanowiła się, czy tej sprawy nie należy skierować do Międzynarodowego Trybunału Karnego.

 

W szczegółowym raporcie opisano przypadki rodziców, którzy byli zmuszani do oglądania, jak ich dzieci są gwałcone. Wysłannicy ONZ byli informowani, że niektóre zbrojne bojówki powiązane z siłami rządowymi w ramach zapłaty za służbę "mogły gwałcić i porywać kobiety i dziewczynki oraz kraść bydło i prywatą własność".

 

Od kwietnia do września 2015 roku ONZ otrzymała zgłoszenia o 1,3 tys. gwałtów, do których doszło tylko w jednym stanie. Zagrożone były nawet kobiety przebywające w obozach ochranianych przez żołnierzy ONZ, gdy opuszczały je w poszukiwaniu żywności czy drewna.

 

"Liczba gwałtów i gwałtów zbiorowych opisywanych w raporcie to zapewne tylko ułamek tego, co rzeczywiście miało miejsce" - oświadczył Zeid.

 

"Wstrząsające relacje cywilów"

 

"To jedna z najbardziej przerażających sytuacji pod względem praw człowieka na świecie, z masowym wykorzystywaniem gwałtu jako narzędzia do szerzenia terroru i jako broni wojennej, co niestety umknęło świadomości społeczności międzynarodowej" - podkreślił.

 

Raport zawiera "wstrząsające relacje na temat cywilów, podejrzewanych o wspieranie opozycji, w tym dzieci i osób niepełnosprawnych, którzy byli zabijani poprzez spalenie żywcem, duszeni w kontenerach, rozstrzeliwani, wieszani na drzewach lub cięci na kawałki".

 

Według raportu, sytuacja dotycząca praw człowieka w Sudanie Południowym "dramatycznie pogorszyła się" po wybuchu wojny domowej w grudniu 2013 roku. Jej powodem był spór między prezydentem Salvą Kiirem a jego byłym zastępcą Riekiem Macharem. Przerodził się on w zbrojną rebelię, podczas której zginęły dziesiątki tysięcy ludzi, a co najmniej 2 mln musiały opuścić swoje domy.

 

W liczącym 17-stron dokumencie przypomniano, że sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun w maju 2014 roku wskazywał, iż istnieją solidne podstawy, by sądzić, że w Sudanie Południowym doszło do zbrodni przeciw ludzkości. Oznaką tego, że od tego czasu niewiele zrobiono, jest to, że "zabójstwa, przemoc na tle seksualnym, przesiedlenia i plądrowanie, które były charakterystyczne dla 2014 roku, nie słabły w roku 2015".

 

Większość rekomendacji z poprzednich raportów Rady Praw Człowieka ONZ "wciąż nie została wprowadzona w życie" - podkreślono w raporcie.

 

PAP