Zespół pogotowia ratunkowego pojechał na wezwanie do 64-letniego mężczyzny, z którym nie było kontaktu. Karetkę wezwali sąsiedzi, których zaalarmowała zaniepokojona złym stanem mężczyzny matka. Z relacji ratowników wynika, że w mieszkaniu panowały bardzo złe warunki. Już na klatce czuć było brzydki zapach, a dostęp do pacjenta był utrudniony, bo w lokalu znajdowało się mnóstwo niepotrzebnych rzeczy. W mieszkaniu nie było także światła, więc ratownicy musieli korzystać z latarek.

 

Sąsiedzi pomogli


W wyniesieniu mężczyzny z mieszkania pomagali sąsiedzi. - Ratownicy użyli płachty ratowniczej, ponieważ było bardzo mało miejsca i przetransportowanie pacjenta w takich warunkach było niezwykle trudne. Sąsiedzi zostali wyposażeni w rękawiczki ochronne i pomogli ratownikom przenieść pacjenta na nosze - powiedziała polsatnews.pl rzecznik Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego Edyta Wcisło.


Na zarzuty jednego ze świadków, że ratownicy wyciągnęli pacjenta za ręce i nogi, a potem położyli na betonie na klatce schodowej, rzecznik odpowiada, że co do działań medycznych zespołu nie było żadnych zastrzeżeń, a "użycie płachty ratowniczej nie wygląda spektakularnie, ale jest uprawnioną czynnością".


Słowo przeciw słowu


Do karetki, w której leżał pacjent, miał podejść jeden z sąsiadów i zapytać, dokąd przewożą chorego. "Najlepiej to na śmietnik" - miał usłyszeć w odpowiedzi. - Później spojrzał na mnie, spojrzał na niego i dodał: "a ch.., zdychaj" - opisał słowa świadka "Dziennik Łódzki".


Ratownik nie przyznaje się do wypowiedzianych słów. - Przeprowadziliśmy konfrontację z pracownikiem pogotowia i mężczyzną, który miał to usłyszeć. To jest słowo przeciw słowu - powiedziała Wcisło.


– Wszczęliśmy postępowanie dyscyplinarne, czy ratownik zachował się z odpowiednią starannością. To pracownik z wieloletnim stażem, ale nic nie usprawiedliwia takiego zachowania, ani gorszy dzień, ani któraś z kolei nieprzyjemna wizyta. Jeżeli okaże się, że ratownik rzeczywiście odezwał się w ten sposób do pacjenta, zostaną wobec niego wyciągnięte odpowiednie konsekwencje - dodała rzecznik.


Wcisło powiedziała także, że sprawa została przekazana do kierownictwa. Jeżeli potwierdzą się słowa świadka, ratownik może zostać odsunięty od pełnionej funkcji, a nawet zwolniony.


Nowotwór płuc


Do zdarzenia doszło na początku lutego. Pacjent został przewieziony do szpitala im. N. Barlickiego w Łodzi, gdzie zdiagnozowano u niego nowotwór płuc z przerzutami do wątroby. Został przekazany do szpitala w Rawie Mazowieckiej. Rzecznik WSRM poinformowała, że podczas interwencji pogotowia nieznany był stan zdrowia mężczyzny, bo ten wcześniej nie badał się, ani nie leczył. Wcisło powiedziała także, że WSRM zawiadomiła Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej o trudnych warunkach, w jakich mieszka mężczyzna ze swoją matką.

 

Dziennik Łódzki, polsatnews.pl