Demonstranci żądali przeprowadzenia śledztwa w sprawie ataku, po którym sześć osób znalazło się w szpitalu. Protest przeprowadzono w formie jednoosobowych pikiet - ludzie stoją w pewnej odległości od siebie, trzymając w rękach plakaty z hasłami.


W środę wieczorem na granicy Czeczenii i Inguszetii nieznani sprawcy napadli na mikrobus z uczestnikami wizyty dla dziennikarzy organizowanej przez Komitet Przeciw Torturom. Zamaskowani napastnicy przyjechali kilkoma samochodami, wyciągnęli dziennikarzy i działaczy Komitetu z pojazdu i pobili. Sprawcy spalili mikrobus, w którym były rzeczy osobiste dziennikarzy - podało radio "Kommiersant FM".


"Absolutne chuligaństwo"


W napadzie ucierpiał dziennikarz z Norwegii, dziennikarka ze Szwecji i współpracownicy rosyjskich mediów, w tym "Kommiersanta" i "New Times".


Rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow nazwał atak "absolutnym chuligaństwem". - Jest to zupełnie nie do przyjęcia i liczymy na to, że organy ochrony prawa w republice podejmą aktywne działania w celu znalezienia winnych tej napaści, tak aby w należyty sposób zapewnić bezpieczeństwo zarówno obrońcom praw człowieka, jak i przedstawicielom mediów - powiedział Pieskow.


Władze Czeczenii oświadczyły, że "na terytorium republiki nie doszło do tego rodzaju incydentu" - podał dziennik "Wiedomosti". Śledztwo w sprawie ataku wzięły pod swoją kontrolę władze Inguszetii.

 

PAP