Republikańskie prawybory odbywały się we wtorek w czterech stanach: Michigan, Missisipi, Idaho i na Hawajach. Donald Trump umocnił swą pozycję faworyta w wyścigu o nominację GOP, zdecydowanie wygrywając w Michigan, Missisipi i na Hawajach. W tym pierwszym stanie uzyskał 37 proc., w drugim 47 proc., a w trzecim 42 proc. głosów wyborców GOP.

 

Drugi w tych trzech stanach był ultrakonserwatywny senator z Teksasu Ted Cruz, któremu jednocześnie udało się wygrać w Idaho. To już siódme zwycięstwo tego 45-letniego polityka, który - tak jak Trump - przedstawia się jako kandydat antyestablishmentowy i krytykuje waszyngtońskie elity. Cruz z każdymi kolejnymi prawyborami umacnia swą pozycję głównego alternatywnego kandydata wobec Trumpa, który w przeciwieństwie do Teksańczyka, nie ma żadnego doświadczenia w polityce.

 

Po raz kolejny bardzo słabo wypadł we wtorek senator z Florydy Marco Rubio, w którym establishment GOP pokładał największe nadzieje na pokonanie Trumpa, zwłaszcza po tym jak z wyścigu wycofał się brat i syn byłych prezydentów Jeb Bush. Rubio we wtorek zajął ostatnią, czwartą pozycję w Missisipi i Michigan, przegrywając nawet z gubernatorem Ohio Johnem Kasichem, a w Idaho i na Hawajach był trzeci. To dowodzi, że jego kampania, którą w ostatnich dniach skierował niemal wyłącznie przeciw Trumpowi, nie przynosi efektów.

 

- Tylko jedna osoba miała dziś dobrą noc: Donald Trump - powiedział Trump w zwycięskim przemówieniu wygłoszonym we wtorek wieczorem w Jupiter na Florydzie. Przekonywał, że fakt, iż udało mu się wygrać w Michigan i Missisipi, mimo bardzo kosztownej, negatywnej kampanii "Stop Trump" (Zatrzymać Trumpa), prowadzonej przez jego przeciwników, dowodzi, że reklamy i spoty wyborcze mniej się liczą niż kompetencje.

 

W sumie, jak podliczył "NYT", po dotychczasowych prawyborach miliarder zapewnił już sobie 446 delegatów, Cruz - 347, Rubio - 151, a Kasich - 54. Do zdobycia nominacji potrzeba 1237 delegatów na lipcową konwekcję GOP. Jeśli do tego czasu żaden kandydat ich nie zdobędzie, to prawdopodobny jest scenariusz tzw. contested convention, częściej zwanej brokered convention (sporna lub ustawiana konwencja), podczas której delegaci mogą nominować zupełnie nowego kandydata partii w zaplanowanych na 8 listopada wyborach prezydenckich.

 

Porażka, której nie przewidziały sondaże

 

Wbrew sondażom senator z Vermont Bernie Sanders pokonał, choć bardzo nieznacznie, byłą sekretarz stanu Hillary Clinton we wtorkowych prawyborach prezydenckich w Michigan, dużym stanie na północy USA.

 

Jeszcze kilka dni temu sondaże wskazywały, że Clinton bez większych problemów pokona Sandersa w Michigan przewagą przynajmniej kilkunastu punktów procentowych. Ostatecznie wygrał jednak Sanders, choć zaledwie 2 puntami procentowymi, co oznacza, że jeśli chodzi o delegatów jacy przypadają na ten stan, to zostaną rozdzieleni pomiędzy Clintona i Sandersa niemal po równo.

 

Zdaniem komentatorów przegrana Clinton w Michigan to efekt niedzielnej debaty prezydenckiej. Przedstawiający się jako socjalista Sanders ostro zaatakował zarówno byłą sekretarz stanu jak i jej męża, byłego prezydenta Billa Clintona, wytykając im wspieranie międzynarodowych umów o wolnym handlowych, które - zdaniem Sandersa - doprowadziły do upadku amerykańskiego przemysłu, w tym samochodowego w Detroit, gdyż wiele firm wyniosło się zagranicę, likwidując utraty miejsca pracy w USA.

 

- To bardzo udana noc dla nas. Ten wynik oznacza, że kampania Sandersa i polityczna rewolucja jest silna w każdej części kraju. Ludzie mają dość skorumpowanej gospodarki - powiedział Sanders.

 

Niemniej Clinton udało się wygrać z Sandersem we wtorek w Missisipi, gdzie uzyskała prawie 83 proc. głosów wyborców Demokratów.

 

PAP