O sprawie, jako pierwsza, pisała "Gazeta Wrocławska". Według informacji dolnośląskiego dziennika mieszkanie było wynajmowane przez dwie osoby, które z dnia na dzień wyniosły się i pozostawiły w nim dwa psy.

 

Służbom udało się dotrzeć do właściciela wynajmowanego mieszkania. Policja w asyście straży miejskiej weszła do lokalu i uwolniła zwierzęta, które przekazano pod opiekę weterynarza.

 

Właściciel psów zaprzeczył

 

Starszy inspektor ze świdnickiej straży miejskiej Jacek Budziszewski poinformował polsatnews.pl, że jedna z osób, która wynajmowała lokal, zgłosiła się do urzędu miasta, aby odebrać psy. Właściciel zwierząt zaprzeczył, że zostały pozostawione na kilka dni. Stwierdził, że nie było go jedną noc.

 

Budziszewski dodał, że sprawę komplikują relacje w budynku. - Tam są sprawy międzysąsiedzkie, bo interwencje są zgłaszane często przez pana, który zgłosił sprawę tych psów. Chodzi o zakłócanie ciszy nocnej - powiedział.

 

Zapach kału i moczu w całym budynku

 

Według weterynarza Bartosza Podczasiaka, który przeprowadził oględziny psów, zwierzęta nie były w złym stanie.

 

- Nie były wychudzone czy wycieńczone. Były trochę głodne i trochę spragnione. Sąsiad tych państwa powiedział, że sami sąsiedzi dokarmiali te psy. Mieszkanie było otwarte. Te psy same otwierały drzwi, wychodziły na klatkę schodową, tam się załatwiały. Cała klatka była w ekstrementach. Dwa czy trzy piętra. Od wejścia w nozdrza uderzał zapach kału i moczu - powiedział dla polsatnews.pl. Podczasiak poinformował także, że w mieszkaniu nawet nie było światła.

 

Jeden pies ważył ok. 45 kg, to mieszaniec labradora. Drugi to ok. 20-kilogramowy mieszaniec.

 

Postępowanie sprawdzające

 

Interwencję potwierdziła Agata Oleśkiewicz ze świdnickiej komendy policji. - Jeśli chodzi o psy, faktycznie udzielaliśmy asysty straży miejskiej, która zadzwoniła do nas z prośbą o pomoc. Na miejscu miały być pozostawione bez opieki dwa zwierzęta. Policja podjęła interwencję. Psy zostały zabezpieczone przez straż miejską - poinformowała polsatnews.pl.

 

Świdnicka komenda przeprowadzi postępowanie sprawdzające, czy w tym wypadku doszło do przestępstwa znęcania się nad zwierzętami. - Będziemy weryfikować informacje. Konieczny będzie kontakt ze strażą miejską. Trzeba zbadać wszystkie okoliczności, porozmawiać z tymi osobami, także sąsiadami, czy potwierdzają, że tych ludzi nie było przez wiele dni. Jeden dzień nieobecności nie kwalifikowałby się jako znęcanie - powiedziała Oleśkiewicz.

 

W przypadku przestępstwa, właścicielom psów grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.

 

polsatnews.pl