W niedzielę w nocy - około godziny trzeciej - mieszkaniec Opoczna znęcał się nad psem w sposób, którego z uwagi na bestialstwo nie da się w pełni opisać. Poderżnął mu gardło, a następnie, złapawszy zwierzę za łapy, uderzał nim o betonowy murek. Na koniec skakał po nim.

 

Zmasakrowany pies doczołgał się do domu


Przeraźliwy skowyt zwierzęcia usłyszeli mieszkańcy ul. Szewskiej w Opocznie i wezwali policję. - Krzyczałem, aby zostawił psa i zacząłem gonić sprawcę. Ten pozostawił psa i uciekł - relacjonował na łamach "Dziennika Łódzkiego" Paweł Krzyżanowski.  Zmasakrowana półtoraroczna roczna suczka imieniem "Dora" doczołgała się do odległego o kilkanaście metrów domu. Pies miał ogromną ranę pod gardłem i łopatką, z której sączyła się krew.


Policja zebrała zeznania świadków i zostawiła psa pod dalszą opiekę właścicielce, która jednak nie wezwała weterynarza.  Mieszkańcy ul. Szewskiej wtedy zawiadomili patrol interwencyjny Stowarzyszenia "Pogotowie dla Zwierząt". Specjalistyczna karetka dla zwierząt poszkodowanych w wypadkach była na miejscu po około godzinie.

 

Właścicielka może usłyszeć zarzuty

 

Pracownicy patrolu zastali zamknięte drzwi, a właścicielka nie odpowiadała na wezwania. – Musieliśmy wejść bez pytania o zgodę. Zastaliśmy psa pobitego, zakrwawionego, z poderżniętym gardłem i bokiem, ze wstrząśnieniem mózgu. Suczka była w bardzo złym stanie i kwalifikowała się do natychmiastowej akcji ratunkowej - powiedział Grzegorz Bielawski z "Pogotowia dla Zwierząt".


Dlatego nie można wykluczyć, że zarzuty w sprawie usłyszy także właścicielka psa za nieudzielenie pomocy, gdyż początkowo nie wezwała weterynarza do cierpiącego zwierzęcia. - Jeżeli okaże się, że działania tej pani przyczyniły się do zagrożenia życia psa, to zapewne usłyszy zarzuty -  powiedziała polsatnews.pl st. asp. Barbara Stępień z komendy powiatowej policji w Opocznie. - Wszystko zależy od dokumentacji, jaką otrzymamy od weterynarzy - podkreśliła.

 

Sprawca został wytypowany

 

Jeden ze świadków wskazał potencjalnego sprawcę, ale po przesłuchaniu w poniedziałek okazało się, że nie ma on nic wspólnego ze sprawą. - Na podstawie informacji zebranych przez policję został już jednak wytypowany domniemany faktyczny sprawca - powiedziała st. asp. Barbara Stępień. Ma on zostać zatrzymany w ciągu najbliższych godzin.

 

Sprawca bestialskiego potraktowania psa bez wątpienia usłyszy zarzut znęcanie się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem. Grozi za to kara do trzech lat więzienia.

 

Warto nagłaśniać takie sprawy 

 

Jeszcze kilka lat temu w "Pogotowiu dla Zwierząt" odbierano jedno zgłoszenie dziennie, dzisiaj jest ich nawet 50. - Rośnie świadomość społeczna - powiedział polsatnews.pl Grzegorz Bielawski, prezes Stowarzyszenia "Pogotowia dla Zwierząt". - To nie jest nagły wysyp takich zdarzeń - podkreślił Bielawski. - Społeczeństwo staje się empatyczne. Przyczynia się do tego także nagłaśnianie takich spraw w mediach - zauważył.  

 

Prezes "Pogotowia dla Zwierząt" nie ma wątpliwści, że liczba takich zgłoszeń będzie rosła. - Wcześniej ludzie zamykali się z takimi sprawami w czterech ścianach. Teraz zaczynają takie sprawy zgłaszać - powiedział.

 

 

Zakrwawiony pies, zmasakrowane konie

 

Grzegorz Bielawski podaje przypadki zgłoszone do "Pogotowia dla Zwierząt" tylko z ostanich godzin i dni. Pod Wieluniem (woj. łodzkie) 58-letni właściciel psa uwiązał go na łańcuchu i ciągnął za samochodem. Zakrwawionego psa uwolniła policja po zatrzymaniu właściciela. Zapytany o przyczyny takiego działania miał odpowiedzieć, że "to był impuls", bo pies mu uciekł. Nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego nie wsadził psa do samochodu, choćby do bagażnika. - Idiotycznie tłumaczył się, że nie chciał robić zatoru na drodze, gdy tymczasem rzecz działa się na szutrowej drodze, gdzie prawie nie ma ruchu - zauważył Grzegorz Bielawski.

 

"Pogotowie dla Zwierząt" parę dni temu odebrało właścicielowie dwa konie, które były w tragicznym stanie. Jeden z nich miał na prąciu narośl nowotworową wielkości grejpfruta. - Konie były tak wycieńczone, że musieliśmy je podnosić koparką - powiedział Bielawski i dodał, ze w ostatnich latach przypadków odebrania zwierząt właścicielom przybywa gwałtownie. - Kilka lat temu takich interwencji było ok. 300 rocznie, w ciągu ostatniego roku odebrano zwierzęta ponad 1500 osobom - poinformował. 

 

 

"Nie ma nadziei, że będzie lepiej"

 

Zapytany przez nas, czy widzi nadzieję na poprawę losu zwierząt, stwierdził smutno: - Nie ma nadziei, że będzie lepiej.

 

Zdaniem Grzegorz Bielawskiego jedyne działania, jakie mogą nieco zmienić podejście do zwierząt, to edukacja w szkołach. - A tej nie ma - przyznał. - Ciemnogrodu nikt nie wyedukuje - zakończył.

 

Widzisz - reaguj!

 

Gdy widzimy, jak ktoś znęca się nad zwierzęciem powinniśmy natychmiast zgłosić sprawę policji (pod tel. 997) lub Straży Miejskiej (tel. 986). Móżna także powiadomić jedną z licznych organizacji, które pomagają zwierzętom, jak na przykład "Pogotowie dla Zwierząt" (tel. tel. 513 569 791).


"Pogotowie dla Zwierząt" ma prawo współdziałać z właściwymi instytucjami państwowymi i samorządowymi w ujawnianiu oraz ściganiu przestępstw i wykroczeń określonych w Ustawie o Ochronie Zwierząt. Może też, w przypadkach nie cierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawienie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela zagraża jego życiu lub zdrowiu, odebrać właścicielowi zwierzę.

 

polsatnews.pl, Fot. Stowarzyszenie "Pogotowie dla Zwierząt"