- Kilka dni temu dostałam list od Międzynarodowej Federacji Tenisowej (ITF), w którym poinformowano mnie, że miałam pozytywny wynik testu antydopingowego. Od 10 lat przyjmuję lek o nazwie meldonium, który wcześniej nie znajdował się na liście zabronionych substancji, ale wpisano go na nią 1 stycznia 2016 roku - powiedziała na początku.

 

Medykament pomagał Rosjance w walce z problemami zdrowotnymi, z którymi borykała się od początków kariery.

 

- Pierwszy raz podano mi go w 2006 roku. Wtedy często było mi niedobrze i brakowało mi w organizmie magnezu, a ponadto w mojej rodzinie były przypadki cukrzycy. To był jeden z leków, który mi pomagał - zaznaczyła Szarapowa.

 

Zignorowała zmianę w przepisach


Jak tłumaczyła, pod koniec ubiegłego roku dostała od ITF informację o zmianach w przepisach na 2016 rok, ale nie zapoznała się z nią. - Popełniłam ogromny błąd. Zawiodłam swoich kibiców i sport, który uprawiam od czwartego roku życia, i który tak bardzo kocham. Biorę za to pełną odpowiedzialność - podkreśliła.


Urodzona 19 kwietnia 1987 roku w Niaganiu tenisistka, która większą część życia spędziła w USA, jest triumfatorką pięciu turniejów wielkoszlemowych, a łącznie 35 cyklu WTA. Była też liderką światowego rankingu.


W trwającym sezonie z powodu kontuzji ręki zagrała tylko w Australian Open, a przegrany ćwierćfinał z Amerykanką Sereną Williams był jej ostatnim dotychczas oficjalnym występem.


Szarapowa zapewniła, że nie chce w ten sposób zakończyć kariery i planuje w przyszłości wrócić na kort. - Wiem, że wielu z was podejrzewało, że ogłoszę tu dziś koniec kariery. Ale kiedy do tego dojdzie, prawdopodobnie nie zrobię tego w położonym w śródmieściu hotelu, w sali z mało gustownym dywanem. Mam nadzieję, że dostanę drugą szansę - dodała jedna z 10 tenisistek w historii, które odniosły zwycięstwo w każdym z czterech turniejów Wielkiego Szlema.

 

PAP