- Przecież nie pozwolimy im tu umrzeć z głodu - mówi Didier, mieszkaniec Zebrugge, który pomaga imigrantom. Mieszkańcy miasta jedzenie dla uchodźców przynoszą po kryjomu, bo za ich dokarmianie grożą grzywny.

 

Z takiej nielegalnej pomocy i schronienia, którego w kościele udzielił im miejscowy pastor, korzysta obecnie 25 uchodźców z Iranu.

 

"Wszyscy powinni jechać do matki Merkel"

 

Belgia nie jest jednak celem ostatecznym imigrantów, a jedynie krajem tranzytowym na drodze do Wielkiej Brytanii. Z miasta codziennie odpływa do Anglii 15 promów. Na ich pokładach znajdują się setki ciężarówek, w których próbują się skryć imigranci.

 

Uchodźcy budzą w Belgii duże kontrowersje. - Powinni wszyscy jechać do swojej matki Merkel - mówi Johan, belgijski kierowca ciężarówki.

 

Władze uchodzącej za najatrakcyjniejszą w Belgii - obok Brukseli - Brugii i jej portowej części Zeebrugge, robią wszystko, by region nie stał się drugim Calais. - Straty widać zwłaszcza w porcie, codziennie musimy naprawiać ogrodzenie - twierdzi Renaat Landuyt, burmistrz Brugii i Zeebrugge.

 

Jednak poza kilkoma osobami w Zeebrugge, którzy wbrew zakazowi pomagają uchodźcom, rośnie też irytacja coraz większej liczby mieszkańców. - Zgadzam się z przekonaniem naszych polityków, że nie należy ich karmić, bo będzie ich tu coraz więcej - mówi jeden z nich.

 

Kolejne rozmowy

 

W poniedziałek w Brukseli rozpocznie się kolejny szczyt poświęcony kryzysowi migracyjnemu w Europie. Donald Tusk na spotkanie zaprosił nie tylko 28 przywódców, ale również Turcję, bo Europa liczy na to, ze kolejne fale uchodźćów zatrzyma Ankara, jeśli dostanie na to odpowiednie pieniądze.

 

Wydarzenia, Polsat News