Ukraińcy, którzy nielegalnie przewozili "żywą skałę" poinformowali celników na granicy, że przewożą kamienie do akwarium. Rafa koralowa była zabezpieczona styropianem i folią. Starannie zapakowano ją w kartonowe pudła. Wzbudziło to czujność celników, którzy postanowili sprawdzić przewożony towar. Okazało się, że mężczyźni wiozą fragmenty "żywej skały", czyli wapiennej konstrukcji, powstałej m.in. ze szkieletów obumarłych koralowców rafotwórczych wraz ze stanowiącymi jej integralną część gatunkami organizmów morskich. W kartonach celnicy znaleźli 83 fragmenty rafy, ważące w sumie 171,3 kg.


Koralowce rafotwórcze zagrożone są wyginięciem i chronione są Konwencją Waszyngtońską CITES. Za ich wywożenie lub przemieszczanie bez zezwolenia grozi nawet 5 lat więzienia.


Obywatele Ukrainy twierdzili, że zapłacono im za przewiezienie paczek. Towar miał byc odebrany od nich już na terytorium Ukrainy.


Do Europy z Indonezji


Oznaczenia na paczkach sugerują, że towar trafił do Europy z Indonezji, a do Polski przyjechał z Francji. Nie wiadomo, w jaki sposób Ukraińcy weszli w posiadanie rafy i do kogo docelowo miał trafić towar. Sprawę bada Służba Celna z Zamościa.


"Żywa skała" została przetransportowana do gdyńskiego oceanarium, gdzie zajmują się nią specjaliści z Morskiego Instytutu Rybackiego. W tej chwili koralowce przechodzą kwarantannę, bo zanim trafią do zbiorników wodnych na ekspozycję, będą musiały przejść dokładne badania. Trzeba sprawdzić czy nie są zakażone chorobotwórczymi mikroorganizmami. Nie wiadomo także, ile z przemycanych fragmentów da się uratować, a ile już obumarło.


Zanim rafa trafi na ekspozycję, muszą zostać załatwione także kwestie formalno-prawne. Sąd musi orzec przepadek mienia na rzecz Skarbu Państwa. Możliwe, że będzie poszukiwany właściciel koralowców. Jednak jego odnalezienie może być trudne, gdyż prawdopodobnie nikt nie będzie chciał ponieść konsekwencji związanych z próbą przemytu.

 

 

Fot. bialapodlaska.scelna.gov.pl