Przeszukanie mieszkania w Gdańsku trwało około trzech godzin. Instytut Pamięci Narodowej wszedł około godz. 7 rano w środę do lokali w ramach tego samego śledztwa, w którym przeszukał już domy generałów Kiszczaka i Jaruzelskiego.

 

Przeszukanie odbyło się za zgodą Lecha Kobylińskiego. 94-letni emerytowany profesor Politechniki Gdańskiej wpuścił prokuratora IPN i policjantów do środka.

 

Dokumentów nie znaleziono

 

W mieszkaniu nie znaleziono żadnych dokumentów. Nic nie zostało również zabezpieczone i zabrane przez prokuraturę. Zdaniem Kobylińskiego w jego mieszkaniu szukano dokumentów, które kiedyś mógł mu przekazać nieżyjący od 17 lat generał Edwin Rozłubirski. Sam przyznał, że nigdy nie miał takich dokumentów.

 

We wtorek IPN ogłosił, że opracował listę 21 byłych dygnitarzy PRL mogących ukrywać dokumenty, które powinny być przekazane do zbioru archiwalnego IPN.

 

IPN na tropie dokumentów

 

W poniedziałek prokurator IPN zabezpieczył 17 pakietów dokumentów w domu gen. Jaruzelskiego. Przeszukanie miało na celu "zabezpieczenie dokumentów podlegających przekazaniu do IPN" - w ramach śledztwa co do "ukrycia przez osobę do tego nieuprawnioną dokumentów podlegających przekazaniu Instytutowi". Dokumenty te będą teraz podlegały procesowym oględzinom prokuratora IPN z udziałem specjalistów-archiwistów. Nie ujawniono, co zabezpieczono.

 

16 lutego prokuratorzy IPN - na tej samej podstawie - dokonali przeszukania w domu wdowy po gen. Czesława Kiszczaku. Zabezpieczono tam wówczas sześć pakietów dokumentów, w tym teczkę personalną i pracy TW "Bolka". IPN udostępnił już dwa pakiety materiałów dziennikarzom i historykom.

 

RMF24.pl, PAP