- To był wielki szok, mieszkańcy pytali, co się stało. Potrzebna jest żywność i środki czystości. Nie wiadomo czy ten dom będzie nadawał się do zamieszkania - mówiła dla Polsat News radna gminy Duszniki Justyna Bochorz.

 

Jak informuje reporter Polsat News Szymon Kiepel, rodzina poszkodowana w pożarze otrzymała także wsparcie psychologiczne. Zaznaczył, że lokalna społeczność jest wstrząśnięta wczorajszą tragedią. - Mieszkańcy Dusznik i okolicznych wsi starają się pomóc rodzinie jak tylko mogą. Dzisiaj zorganizowali zbiórkę darów. Specjalny bus jeździł od wsi do wsi. Ludzie tłumnie przychodzili i dawali to, co mogli, czyli żywność, ubrania itp. - relacjonował Kiepel.

 

Utworzono społeczny komitet pomocy

 

Rodzinie, oprócz mieszkańców, pomocy starają się udzielić także władze gminy Duszniki. Jak poinformował Maciej Tepper z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Dusznikach, utworzony został społeczny komitet pomocy pogorzelcom.  - Można tam wpłacać pieniądze i to w tej chwili to jest najbardziej potrzebne. Mamy już ubrania dla tej rodziny. Organizujemy też dla niej mieszkanie - powiedział Tepper.

 

Póki co rodzina zatrzymała się u krewnych. - Władze gminy mają problem ze znalezieniem nowego domu dla pogorzelców. Nie posiadają ani lokum komunalnego, ani socjalnego - mówił Kiepel.

 

Podkreślił też, że ze wstępnych ustaleń biegłych, którzy pracowali wczoraj na pogorzelisku, wynika, że przyczyną pożaru najprawdopodobniej było zwarcie instalacji elektrycznej. - Na razie  jest to jedynie informacja ustna i nie wiadomo jak długo będziemy musieli czekać na oficjalne komunikaty - dodał Kiepel.

 

Tragiczny pożar domu jednorodzinnego

 

W poniedziałek tuż przed godziną 23:00 strażacy otrzymali informację, że pali się dom jednorodzinny na obrzeżach Dusznik. Gdy wybuchł pożar, w domu znajdowało się sześć osób: ojciec i pięcioro dzieci. Ojciec wyniósł z płonącego budynku półtoraroczną dziewczynkę. Jego 10-letnia córka opuściła dom sama, podobnie jak 6-letni chłopiec. Pożar rozprzestrzenił się na tyle szybko, że ojciec nie mógł wrócić po dwójkę pozostałych dzieci.

 

- Po przybyciu na miejsce ratownicy zastali budynek cały w ogniu. Warunki, które tam panowały nie pozwoliły na prowadzenie działań wewnątrz. W środku, po ugaszeniu pożaru, znaleziono zwłoki dwójki dzieci, cztero- i ośmiolatka - powiedział Przemysław Chojan ze straży pożarnej.


Sześcioletni chłopiec, któremu udało się samodzielnie uciec z płonącego domu, ucierpiał wskutek pożaru. Według informacji uzyskanych od strażaków, ma on poparzone 40-50 proc. ciała i trafił do szpitala.

 

Polsat News