Sprawa wyszła na jaw w trakcie dochodzenia w sprawie afery korupcyjnej i dopingowej w Międzynarodowym Stowarzyszeniu Federacji Lekkoatletycznych (IAAF). Śledczy mieli trafić na dokumenty, które mają świadczyć o tym, że przyznanie organizacji igrzysk Rio de Janeiro i Tokio nie odbyło się w "czystym" głosowaniu.

 

Do wyboru doszło odpowiednio w roku 2009 i 2013. Śledztwo znajduje się w początkowym stadium i na razie prokuratura nie chce niczego komentować.

 

Na razie nie ma żadnych dowodów na korupcję

 

Międzynarodowy Komitet Olimpijski potwierdził we wtorek, że śledztwo zostało wszczęte już w zeszłym roku. - Od tamtej pory jesteśmy w ścisłym kontakcie z prokuraturą - przyznał rzecznik prasowy tej instytucji Mark Adams.

 

Dodał, że na razie nie ma żadnych dowodów na to, by głosy miały być kupowane lub by miało dochodzić do innych działań korupcyjnych.

Z kolei organizatorzy igrzysk w Rio de Janeiro zaprzeczają wszelkim sugestiom, które wskazywałyby na ewentualną korupcję.

 

- Mieliśmy po prostu najlepszy projekt. Różnica w głosach była olbrzymia. W walce z Madrytem wygraliśmy 66:32. To chyba wyklucza jakąkolwiek nieprawidłowość - powiedział dyrektor ds. komunikacji Rio 2016 Mario Andrada.

 

Igrzyska w Rio de Janeiro odbędą się w dniach 5-21 sierpnia. Po raz pierwszy w historii rozegrane zostaną w Ameryce Południowej.

 

PAP