Petru na początku rozmowy odniósł się do swoich sobotnich słów, kiedy stwierdził, że zmusi Jarosława Kaczyńskiego "do ustąpienia". Chodziło mu o "cofnięcie się" od tworzenia złego prawa. - Jeśli się nie cofnie, trzeba będzie go zmusić w postaci działalności parlamentarnej i pozaparlamentarnej, czyli przez protesty różnego rodzaju i inne akcje, o których nie powiem -  powiedział Petru, ale nie potwierdził, że szykowane są inne działania.

 

- Nie może być tak, że po stu dniach psucia prawa premier i prezydent mówią, że ich nie interesują opinie Trybunału czy innych instytucji, o które prosili o opinie, bo będą robić to, co uważają - kontynuował.

 

Petru przykładał dużą wagę do raportu Komisji Weneckiej. - Pamiętajmy, że opinia Komisji Weneckiej (która w weekend wyciekła do mediów - przyp. red.) to nie jest ostateczna wersja raportu. To, co nią będzie, będzie elementem branym pod uwagę przy całej procedurze (ochrony praworządności - przyp. red.) w Komisji Europejskiej, którą rząd do tej pory bagatelizował - zauważył. - Sekretarz stanu USA John Kerry podkreślał, że opinia Komisji Weneckiej będzie bardzo istotna z punktu widzenia polsko-amerykańskich relacji - dodał, przypomniał także, że "to nie jest jakaś tam opinia z punktu widzenia świata" i że może być ważniejsza dla zagranicznych partnerów od orzeczeń polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

 

"Dziwi mnie, że IPN to publikuje"

 

Petru podkreślił, pytany przez Piotra Witwickiego o sprawę TW "Bolka", że "Lech Wałęsa co do zasady musi się obronić sam". - Dobrze by było, żeby IPN nie publikował 500 stron ot tak, nie sprawdziwszy ich. Pojawiają się sygnały od grafologów, że podpisy mogły być sfałszowane - powiedział jednak lider Nowoczesnej. - Dziwi mnie, że IPN to publikuje - dodał.

 

Cala sprawa jest dla opozycyjnego polityka podejrzana. - Dziwne jest, kiedy z dnia na dzień, kiedy Beata Szydło odpuszcza prawa Polaków w Wielkiej Brytanii, rozpoczna się operacja Wałęsa. Nie chce mi się wierzyć, że pani Kiszczak po prostu zadzwoniła do IPN i powiedziała: "mam kwity, poproszę 90 tys. zł". Pytanie, kto za tym stoi. Nie powiedziałem, że wiem - zastanawiał się.

 

Polsat News