39-latek pracował w starostwie od kilku lat, miał czystą kartotekę, a pracodawca darzył go zaufaniem. Mężczyzna posiadał klucze do wszystkich pomieszczeń, w tym do punktu ubezpieczeń, ale wejść tam mógł tylko w przypadku, gdyby np. wybuchł pożar.


Okazało się jednak, że wieczorami dozorca notorycznie okradał właściciela tego punktu. - To były sumy rzędu od 200 zł do 400 zł, to są tylko te, które mam udokumentowane. Ja już się domyślałem i zostawiałem pieniądze, bo chciałem się dowiedzieć jaka jest skala - powiedział Paweł Pietrzak, właściciel punktu ubezpieczeń.


Przez rok 39-latek ukradł 30 tys. zł. W końcu wpadł w policyjną pułapkę.


- Tłumaczył się tym, że pieniądze były mu potrzebne na spłatę długów. Resztę pieniędzy wydawał na papierosy i alkohol - poinformowała Aneta Chroszewska-Bobińska z policji w Szczytnie.


- Procedury są takie, że do pracy na pewno nie wróci - zaznaczył Stefan Januszczyk, sekretarz starostwa powiatowego w Szczytnie.


Byłemu dozorcy grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

 

Polsat News