Polityk wyjaśnił, że niepotraktowanie poważnie opinii Komisji Weneckiej "podważyłoby jej rolę i znaczenie".

 

Test na praworządność

 

Klich dodał, że podejście do opinii Komisji jest "testem na praworządność". - Jeżeli zostanie (opinia - przyp. red.) uznana z powagą, a na taką zasługuje, oznacza to, że władze danego kraju, w tym wypadku Polski, poważnie traktują zasadę państwa prawa i demokracji - mówił.

 

Senator odniósł się także do hipotetycznej sytuacji, w której Prawo i Sprawiedliwość lekceważy opinię Komisji Weneckiej. - To by oznaczało, że rząd, który sam zaprosił Komisję do Polski, lekceważy jej werdykt tylko dlatego, że nie odpowiada jego interesom politycznym. To byłby poważny sygnał wysłany do międzynarodowej opinii publicznej, że aktualny rząd lekceważy wartości praworządności i demokracji - wyjaśnił polityk.

 

Według Klicha taka reakcja oznaczałaby, "że można się zachowywać jak prezydent Putin, bo Rosja przecież należy do Rady Europy i nie zastosowała się do wielu opinii KW". - Można też zachowywać się jak premier Orban, który prowadzi grę z KW, akceptując pewne rozstrzygnięcia, a część odrzucając - dodał gość Bartosza Kurka.

 

Opór społeczny narasta

 

Klich był wstrzemieźliwy w ocenie słów byłej opozycjonistki Henryki Krzywonos, obecnie posłanki PO, która w niedzielę w Gdańsku podczas demonstracji Komitetu Obrony Demonstracji w obronie Lecha Wałęsy nazwała Jarosława Kaczyńskiego "kurduplem".

 

- Sam takich słów bym nie użył. Ale fakt, że KOD jest w stanie zmobilizować tyle osób w obronie podstawowych wartości, świadczy o tym, że opór społęczny narasta - stwierdził, jak wyjasnił miał na myśli głównie sobotnią demonstrację w Warszawie.

 

- Demonstracja w Gdańsku była poświęcona Lechowi Wałęsie - przypomniał i odniósł się do teczek TW "Bolka" zabezpieczonych w domu byłego szefa MSW w PRL gen. Czesława Kiszczaka, które IPN upublicznił. - To, co przedstawił IPN, to materiały pospiesznie przedstawione, autentycznosć dwóch z nich jest podważana, a zatem nie mogą być uznawane za świadectwo wiarygodności Lecha Wałęsy - uznał polityk PO.

 

- Ja pamiętam ten czas. Nie wiedzieliśmy, jak się zachowywać wobec aparatu przemocy PRL - mówił także w kontekście ewentualnej współpracy Wałęsy z SB w latach 70. Podkreślił także, że "Solidarność" była wielkim ruchem społecznym i to ona obaliła komunizm, a nie agenci służb rękoma przyszłego prezydenta.

 

Polsat News