Proces, który toczył się przed Sądem Okręgowym w Warszawie od marca zeszłego roku, był "odpryskiem" sprawy Południowo-Zachodniej SKOK z Wrocławia, której upadek - jak pisała "Gazeta Wyborcza" - kosztował Bankowy Fundusz Gwarancyjny 800 mln zł. Pisano, że prokuratury prowadziły kilkadziesiąt śledztw w sprawie pożyczek za łapówki oraz udzielanych na osoby, które nie zarabiały wystarczająco dużo, by uzyskać kredyt. Jedno z nich znalazło finał w stołecznym sądzie.

 

Siedmiu oskarżonych

 

W poniedziałek sąd uznał, że oskarżeni w sprawie dopuścili się oszustwa bankowego, w swych wnioskach kredytowych posłużyli się nieprawdziwymi dokumentami i poświadczeniami. - Sprawstwo zostało uznane za niewątpliwe - powiedział sędzia Maciej Gruszczyński.

 

Wrocławska prokuratura oskarżyła o oszustwo kredytowe i poświadczenie nieprawdy w dokumentach urzędowych siedem osób. Ósma z osób objętych tą sprawą zmarła przed jej zakończeniem. Groziła im kara do 8 lat więzienia. Oskarżeni początkowo chcieli poddać się karze, ale nie wyraził na to zgody sąd, dochodząc do wniosku, że okoliczności sprawy budzą wątpliwości.

 

Najwyższy wyrok - cztery i pół roku więzienia - usłyszał przedsiębiorca Zbigniew K., który - jak ocenił sąd - był "kołem zamachowym przestępstwa".

 

Z kolei jego syn, siostra oraz czterech innych bliższych i dalszych członków rodziny oraz znajomych, którzy działali w różnych spółkach K., usłyszało wyroki - dwa lub półtora roku więzienia - wszystkie w zawieszeniu na pięć lat.

 

Działalność deweloperska

 

Spółki K. zajmowały się przede wszystkim działalnością deweloperską w Warszawie i okolicy. M.in. w związku z kłopotami z uzyskaniem pozwoleń na budowę lub podziałem gruntu na kolejne inwestycje, część tych już prowadzonych stanęło pod znakiem zapytania.

 

Ponieważ zaszła konieczność zdobycia pieniędzy na dalszą działalność, K. wraz z pozostałymi osobami - jako osoby fizyczne - uzyskali pożyczki w SKOK m.in. pod zastaw działki uznawanej za budowlaną w Ząbkach (w chwili otrzymywania kredytu było tam pole pomidorów). W okresie od czerwca do grudnia 2007 r. Zbigniew K. bezpośrednio, lub za pośrednictwem współoskarżonych, uzyskał z wrocławskiego SKOK ponad 20 mln zł kredytów.

 

- Zbigniew K. przekonał współpracowników i członków rodziny, że trzeba go wesprzeć, aby sięgnąć po te wielomilionowe pożyczki. Jawił się jako rzutki biznesmen, który z każdego problemu wychodzi obronną ręką - zaznaczył sędzia. Dodał, że przestępstwo popełniono w okresie dobrej koniunktury na rynku deweloperskm i "nie dziwi wiara innych oskarżonych w Zbigniewa K.".

 

Według prokuratury, w zamian za przychylność i "przymknięcie oka" w czasie weryfikacji dokumentów ludzie z Południowo-Zachodniej SKOK oraz pośrednik mieli otrzymać kilkadziesiąt tysięcy łapówki. Oskarżeni mówili natomiast, że cała ta działalność miała charakter biznesowy, a niepowodzenie w interesach to zwyczajne ryzyko gospodarcze.

 

Sąd wskazał, że K. część środków "inwestował w zachcianki kolejnych partnerek życiowych". Z drugiej strony sędzia podkreślił, że "trudno przypisać oskarżonym, iż nie chcieli wywiązać się z zaciągniętych zobowiązań kredytowych". Wskazał, że łącznie spłacili oni ponad 2,5 mln zł.

 

Wymierzając kary w zawieszeniu sąd oparł się na przepisach karnych sprzed reformy, która weszła w życie w lipcu zeszłego roku, uznając je za względniejsze dla oskarżonych.

 

PAP