Zgodnie z informacjami udzielonymi w niedzielę rano przez rosyjskie ministerstwo ds. obrony cywilnej, sytuacji nadzwyczajnych i likwidacji skutków klęsk żywiołowych, w momencie wybuchu, w wyniku którego zginęli ratownicy, pod ziemią znajdowało się 77 osób - 38 pracowników służb ratunkowych i 39 górników.

 

Była to już druga eksplozja od momentu rozpoczęcia akcji ratunkowej, po tym jak w czwartek, w kopalni "Północna" (Siewiernaja) doszło do zasypania chodnika na głębokości 748 m pod ziemią. 80 górników ewakuowano. Los 26 górników jest wciąż nieznany.

 

W niedzielę minister ds. sytuacji nadzwyczajnych Federacji Rosyjskiej Władimir Puczkow poinformował o przerwaniu akcji ratunkowej. - Praktycznie nie ma szans, że przeżył którykolwiek z 26 górników zaginionych po katastrofie w kopalni węgla w Workucie - powiedział minister. - Musimy uznać, że wszystkie czynniki panujące w rejonie katastrofy nie pozwalają na przeżycie - poinformował minister dziennikarzy. Wśród tych czynników wymienił wysokie temperatury, brak tlenu i fakt, że właśnie ten rejon był epicentrum kolejnego wybuchu.

  

Tym samym bilans ofiar śmiertelnych sięgnął już 36 osób.

 

Prowadzona od piątku akcja ratownicza jest utrudniona faktem, że doszło do zawałów w trzech różnych miejscach, a pokłady wypełnione są gęstym dymem. Poza tym istnieje wysokie prawdopodobieństwo kolejnego wybuchu.

 

Przyczyny eksplozji nie są znane. Na razie akcja ratunkowa została wstrzymana.

 

PAP