Tottenham przegrywał już z "Łabędziami" 0:1 po bramce sprowadzonego w styczniu z Chievo Werona Włocha Alberto Paloschiego w 19. minucie, ale w 70. stratę odrobił belgijski rezerwowy Nacer Chadli. Decydującą bramkę strzelił w 77. obrońca Danny Rose.

 

Po zakończeniu spotkania polskiego bramkarza chwalił szkoleniowiec gości Alan Curtis. Polak nie zawinił przy żadnej z bramek dla rywali, a przez całe spotkanie wielokrotnie ratował swój zespół. - Fabiański popisał się kilkoma fantastycznymi interwencjami. Mieliśmy nadzieję, że to będzie jeden z tych dni, kiedy dopisze nam szczęście. Łukasz utrzymał nas w grze przez długi czas - ocenił.

 

Postawą Polaka zachwycali się także relacjonujący spotkanie na żywo dziennikarze.

 

"Niezależnie od tego, jakim wynikiem zakończy się mecz, nie można niczego odebrać Fabiańskiemu. Tottenham już dawno zniknąłby (gościom - przyp. red.) z pola widzenia, gdyby nie ten bramkarz" - napisano na stronie internetowej BBC przy stanie 1:1, gdy Polak obronił kolejny strzał Duńczyka Cristiana Eriksena.

 

Tottenham, który zgromadził 54 punkty, umocnił się na pozycji wicelidera i utrzymał dystans do Leicester City, które ma o dwa oczka więcej. "Lisy" wygrały w sobotę u siebie z Norwich City 1:0 po bramce w końcówce meczu. Na listę strzelców wpisał się argentyński rezerwowy Leonardo Ulloa. Marcin Wasilewski oglądał spotkanie z ławki rezerwowych gospodarzy.

 

Old Trafford niegościnne dla "Kanonierów"

 

Kontakt z liderem stracił za to Arsenal Londyn, który w szlagierowym meczu kolejki uległ walczącemu o miejsce w pierwszej czwórce Manchesterowi United.

 

Dwa gole dla "Czerwonych Diabłów" zdobył 18-letni Marcus Rashford, który w pierwszej drużynie zagrał dopiero po raz drugi w karierze. Zadebiutował w czwartek w spotkaniu 1/16 finału Ligi Europejskiej z FC Midtjylland (5:1, w dwumeczu 6:3), w którym również trafił do siatki dwukrotnie. W niedzielę Rashford zanotował ponadto asystę przy trafieniu Hiszpana Andera Herrery. Dla Arsenalu trafili były napastnik United Danny Welbeck oraz Niemiec Mesut Oezil.

  

PAP