Według różnych szacunków w manifestacji wzięło udział od 15 do 25 tysięcy osób. Uczestnicy odśpiewali hymn Polski. Potem nastąpiła krótka prezentacja audio złożona głównie z przemówień byłego prezydenta, w tym słynnego - rozpoczynającego się od słów "My, naród" - przemówienia, jakie ówczesny przywódca "Solidarności" wygłosił w Kongresie Stanów Zjednoczonych 15 listopada 1989 r.

 

Zgromadzeni na placu przynieśli wiele polskich flag i liczne transparenty, wśród których pojawiły się m.in. te z napisami "Polska murem za Wałęsą", "Dość już mamy dobrej zmiany" czy "Uwaga zły PiS". Wielokrotnie skandowano też "Lech Wałęsa", "Solidarność" czy "Precz z Kaczorem".

 

Jako pierwszy głos zabrał Radomir Szumełda, koordynator pomorskiego KOD. - My naród. We the people! Przyszliśmy tutaj dla ciebie Lechu. To tu w Gdańsku wszystko się zaczęło, w mieście wolności, Solidarności, w mieście Lecha Wałęsy. Przyszliśmy, żeby powiedzieć, że jesteśmy z Tobą, że dziękujemy za Polskę, w której nie ma sowieckich czołgów  - mówił ze sceny.

 

Nieoczekiwanie na manifestacji pojawiła się również Danuta Wałęsa. - Serdecznie dziękuję w imieniu męża. Jest on zmęczony po powrocie ze Stanów Zjednoczonych. Mówi, że pojawi się, jak będzie jeszcze większa grupa demonstrantów - powiedziała.

 

Sprzeciw wobec Jarosława Kaczyńskiego

 

Była pierwsza dama oznajmiła, że przyszła, by zamanifestować sprzeciw wobec rządu i Jarosława Kaczyńskiego, którego nazwała "małym człowieczkiem, który stoi za rządem". - On nawet się nie wychyli, bo się boi. Bał się również w stanie wojennym, nie internowali go. Zamknął się wtedy w czterech ścianach z kotem - dodała.

 

Danuta Wałęsa zaapelowała do zgromadzonych, by się organizowali, bo "władzy na ulicy nie zdobywa się". - To przykre i smuten, że nie możemy w tejch chwili liczyć na kościół. Abp Sławoj Leszek Głodź mówi, żeby Wałesa przeprosił. Ale za co ma przepraszać? Gdyby mąż nie rozmawiał z komunistami, to by nic nie osiągnął. Nie wiadomo, jak to wszystko by się potoczyło - stwierdziła.

 

Przed stocznią przemawiała również posłanka PO i dawna działaczka "Solidarności" Henryka Krzywonos-Strycharska. - To my wygraliśmy naszą wolność, którą teraz jakiś kurdupel chce nam zabrać. Pamiętajcie o tym, że Lech Wałęsa był naszym przywódcą. Ekipa rządząca chciała nas wówczas wykiwać. Nie daliśmy się, a główne decyzje podtrzymywał Lechu  - powiedziała.

 

 

Mówiła również do dawnych kolegów z "Solidarności", którzy obecnie krytykują Wałęsę. - Dziś Andrzej Gwiazda pluje na nas, ale pluje również na siebie. Kim on jest, skoro mówi, że komuniści to wygrali? Pomiotem komunistycznym - stwierdziła Krzywonos-Strycharska.

 

Przypomniała również, że bracia Kaczyńscy oraz Krzysztof Wyszkowski współpracowali z Wałęsą, gdy był prezydentem.  - Pięknie z nim pracowali i brali pieniądze, a kiedy ich wyrzucił, okazało się, że Wałęsa jest "Bolkiem". Nie dajmy z siebie zrobić idiotów. Wałęsa nigdy nie był "Bolkiem" - zaapelowała.

 

"Lechu, trzymaj się, damy radę"

 

Według organizatorów w manifestacji wzięło udział ok. 25 tys. osób. Opinie demonstrantów zgromadzonych przy Pomniku Poległych Stoczniowców 1970 zebrała Anna Gonia-Kuc, reporterka Polsat News. - Po raz pierwszy jestem na takiej demonstracji. Przyszłam, żeby solidaryzować się z Lechem Wałęsą, dzięki któremu żyjemy w wolnym kraju. Lechu, trzymaj się, damy radę, jesteś wielkim bohaterem - stwierdziła jedna z uczestniczek.

 

 

Jak dodała, jest jej przykro, że świat śmieje się z Polaków, że "nie naród nie potrafi potraf uszanować prawdziwych bohaterów". - Lech Wałęsa na pewno historycznie się obroni. Jest dla nas wielką postacią. Myślę, że za cztery lata to wszystko minie, choć pewnie za kilka tygodni dowiemy się, że to nie Wałęsa był przywódcą Solidarności, lecz Lech Kaczyński - powiedziała.

 

Wałęsa duchem z demonstrantami

 

Organizatorzy liczyli na to, że w manifestacji weźmie udział Lech Wałęsa. Były prezydent powiedział dziś dziennikarzom, że "to jeszcze nie jest czas na Wałęsę", dodając, że jest z manifestantami duchem.

 

Odnosząc się do sobotniej manifestacji KOD w Warszawie, której jednym z celów było wyrażenie poparcia dla Wałęsy, powiedział: - Cieszę się, że ludzie pamiętają o mnie, że jednak trochę mi wierzą, a nie wierzą w Kiszczaka i w bezpiekę.

 

W sobotę KOD zorganizował w Warszawie marsz w obronie Lecha Wałęsy pod hasłem: "My, Naród". Według organizatorów wzięło w nim udział 150 tys. osób, zdaniem policji było ich 10 razy mniej, a według ratusza 80 tysięcy.

 

Polsat News, PAP