- To, co najbardziej przeszkadza, to sposób, w jaki ta dżungla odbija się negatywnie na wizerunku Calais, jego przemysłu, handlu i mieszkańców - powiedział przewodniczący stowarzyszenia handlowców regionu Calais, Frederic Van Gansbeke.

 

- Domagamy się moratorium podatkowego czyli zniesienia ciążących na nas podatków. Jednocześnie chcemy wprowadzenia ścisłego nadzoru obozowiska. Kontroli osób, które wchodzą i wychodzą oraz likwidacji tych wszystkich mafii przemytników. Trzeba położyć temu kres  - stwierdził Van Gansbeke.

 

Turyści omijają Calais

 

- W następnej kolejności oczekujemy poważnego programu ożywienia turystyki, poprzez kampanię w Anglii itd., ale dopóki nie rozwiążemy kwestii "dżungli", to nie ma sensu. Wyda się pieniądze na nic, bo ludzie wciąż będą uprzedzeni do Calais - ocenił. 

 

Mieszkańcy Calais podkreślają, że nie czują się bezpiecznie. - Człowiek boi się samemu gdzieś wychodzić. Wykluczone samej się gdzieś przemieszczać. Trzeba zawsze iść z kimś - poskarżyła się młoda kobieta.

 

- Mamy tutaj 25 proc. bezrobocia. Więc ludzie sobie myślą, dlaczego pomaga się im, a nie nam? Tym bardziej, że wszystkie sklepy nieopodal i restauracje pomału plajtują. Połowa z nich ogłosiła upadłość - stwierdził inny mieszkaniec Calais.

 

O zmniejszającej się liczbie turystów odwiedzających Calais mówi szef kuchni "La Sole Meunière", Didier Routier. - Straciliśmy w ostatnich latach ok. 30 proc. naszych klientów z Anglii. Klientów, turystów, którzy będąc przejazdem w Calais często się tu zatrzymywali. Ale teraz widzimy, że Anglicy, poza naszymi stałymi bywalcami, omijają Calais - podkreślił.

 

Właściciel restauracji "La Kabylie", Ali Cherfa ocenia, że choć jest spokojnie, to nawet ludzie z okolicy boją się wychodzić wieczorem. - Władze francuskie serwują nam krajobraz pełen wysokich płotów i drutów kolczastych. Dzisiaj całe nabrzeże, eurotunel, wszędzie wokół portu drut kolczasty, same druty i druty. To nie jest widok, który przyciąga turystów  - powiedział.

 

 

 

Kierowcy ciężarówek się skarżą

 

 

Niektórzy mieszkańcy Calais akceptują jednak obecność migrantów w swoim mieście. - Proszę popatrzeć, przychodzi pan na rynek. Czy jakikolwiek uchodźca panu przeszkadza? Nie ma tu żadnego. Jak ich widzę, to jeśli mogę im pomóc, to zawsze dam im parę groszy, bo żal mi ich trochę. Wydaje mi się niedopuszczalne, że rząd niewiele działa w tej sprawie - mówi kobieta spotkana na miejskim targowisku.

 

Inny mężczyzna stwierdza: - Ci ludzie są teraz częścią codziennego życia tutaj. Przynajmniej na razie i nie widzę co możemy innego zrobić, aniżeli ich zaakceptować.

 

Postojów w okolicy Calais unikają kierowcy samochodów ciężarowych udających się tunelem pod kanałem La Manche do Wielkiej Brytanii. Migranci, chcąc dotrzeć do tego kraju, próbują dostać się do ciężarówek i samochodów.

 

- Mój zmiennik miał taką sytuację, że na wjeździe do terminalu migranci wrzucali palety na drogę, aby auto się zatrzymało, ale udało się przejechać  - powiedział jeden z polskich kierowców. - Staramy się zatrzymywać jak najdalej od Francji - dodał. Angielski kierowca z kolei radzi: - Parkować w bezpiecznych miejscach. Dobry zamek do przyczepy. Dobry zamek do kabiny i wszystko będzie dobrze.

 

Bez rozwiązania

 

W czwartek sąd podtrzymał decyzję władz lokalnych o częściowej likwidacji miasteczka imigranckiego położonego pod Calais, nazywanego "dżunglą". Nakaz ewakuacji, wydany przez prefekturę, został oprotestowany wcześniej przez uchodźców i stowarzyszenia dobroczynne. Prefektura poinformowała jednak, że nie będzie ewakuacji migrantów przy użyciu siły. Według francuskich władz w prowizorycznym obozowisku w Calais mieszka co najmniej 3,7 tys. migrantów, którzy chcą się przedostać do Anglii. 

 

Uchodźcy, którzy koczują w Calais pochodzą między innymi z Syrii, Afganistanu i Sudanu chcą dotrzeć do Anglii. W tym celu podejmują próby przedostania się do ciężarówek jeżdżących do Wielkiej Brytanii przez tunel pod kanałem La Manche.

 

Władze chcą zmniejszyć do 2 tys. liczbę mieszkańców obozu. Licząc się z ewentualnym napływem uchodźców z "dżungli" do Belgii szef tamtejszego MSW Jan Jambon poinformował w ubiegłym tygodniu o tymczasowym przywróceniu kontroli na granicy z Francją.

 

- Jest to dla nas dziwna decyzja, tak samo jak stojące u jej podstaw przesłanki - zareagował minister spraw wewnętrznych Francji Bernard Cazeneuve.

 

PAP