- Musieliśmy sprawdzić stan finansów po poprzednikach i zweryfikować plany – tłumaczył na antenie Polsat News powody, dla których nie zrealizowano części obietnic wyborczych, senator PiS Jan Maria Jackowski.


- Trzeba być racjonalnym w działaniu politycznym oraz gospodarczym i trzeba też przyznać, że nasz rząd się nie spodziewał, że to ,co zastanie po poprzednikach, będzie takie, a nie inne – dodał Jackowski.


- Dlatego ten pierwszy okres, który był takim okresem zniecierpliwienia, bo dziennikarze i opozycja podnosili kwestie, że trzeci dzień minął, piąty i ciągle są niezrealizowane te postanowienia, a wtedy trwał audyt w Ministerstwie Finansów, wtedy również rozważano różne warianty i to był moment, w którym nastąpiła pewna weryfikacja tych zamierzeń, które mieliśmy – wyjaśnił.


- Prawo i Sprawiedliwość w kampanii wyborczej dysponowało pełną wiedzą na temat stanu finansów publicznych. Co więcej, za pomocą bardzo sprytnych sztuczek spowodowaliście państwo przesunięcie środków np. pochodzących z aukcji na LTE z budżetu na 2015 r. do budżetu na 2016 r., żeby zmniejszyć deficyt – odpowiedział były minister sprawiedliwości Borys Budka.


- Co więcej, 5 mld zł wydatków, które nie zostały (...) zaplanowane w poprzednim budżecie, które zmniejszyłyby deficyt z zeszłego roku, też zostały sprytnie przeksięgowane. Dlatego nie można zgodzić się z tezą, że państwo musieliście dokonać jakiegoś audytu, żeby przeliczyć swoje obietnice wyborcze – dodał Budka.


"Nie zrealizowali tego, tego i tego. No i dzięki Bogu"


- To oczywiste, że każde obietnice wyborcze to populizm i nie należy się ich realizacji spodziewać - w odróżnieniu od reszty opozycji Jacek Wilk z ugrupowania Kukiz'15 nie miał pretensji o niezrealizowane obietnice.


- Mnie troszkę śmieszą te utyskiwania części opozycji, która mówi: "nie zrealizowali tego, tego i tego". No i dzięki Bogu. Przecież to jest tak, że w czasie kampanii wyborczej wysyła się wiele obietnic i na szczęście później się ich nie realizuje. I dobrze, i tak powinno być, bo gdybyśmy chcieli te wszystkie obietnice zrealizować, byśmy już dawno wszyscy poszli z torbami – powiedział Jacek Wilk z klubu Kukiz’15.


- PiS doskonale znało budżet państwa na przyszły rok i zdawało sobie sprawę z ewentualnych zagrożeń ekonomicznych, takich jak spadek kursu złotówki - zauważyła Paulina Hennig-Kloska z Nowoczesnej.


- Ekonomia w obietnicach odgrywa bardzo ważną, wręcz kluczową, rolę - kontynuowała. - Dziś twardo należy rozliczać nie projekty ustaw, którymi od rana chwali się pani premier, bo to jest dalej kampania wyborcza, tylko trzeba rozliczyć na sztywno. Większość obietnic założonych na sto dni, które miały się przełożyć na więcej pieniędzy w kieszeniach Polaków, nie została spełniona - wiek emerytalny został oddalony nie wiadomo do kiedy, pan minister Morawiecki mówi, że nigdy nie było twardej obietnicy w tym zakresie, czyli już widać ucieczkę. Podwyższenie kwoty wolnej, czyli realizacja orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, została odłożona przynajmniej na rok następny i wiele podobnych obietnic - tłumaczyła.


"To jest ukradzione 100 dni Polaków"

 


Studniowy dorobek rządu Beaty Szydło podsumowywali także goście programu "Państwo to my" przed wywiadem z Beatą Szydło na antenie Polsat News, TVP Info i w portalu 300polityka.pl. Reprezentacja opozycji zgodnie grała do jednej bramki. - To było 100 złych dni - orzekli. W imieniu rządu wypowiadał się Jarosław Sellin. - Opozycja histeryzuje - uznał wiceminister.


- Pani premier mówiła w expose, że w ciągu pierwszych stu dni doprowadzi do podwyższenia kwoty wolnej od podatku i obniżenia wieku emerytalnego. Kukiz’15 uważa, że oba te projekty powinny mieć wyższy priorytet niż program "500+". A z deklaracji ministra Morawieckiego wynika, że rząd się wycofuje z tych dwóch projektów - mówił Stanisław Tyszka, wicemarszałek Sejmu z klubu Kukiz’15.


- Rząd całkowicie zaplątał się w kwestię podatku od hipermarketów, czy od handlu ogólnie rzecz biorąc. Rozmawiałem niedawno z przedstawicielami polskich sieci handlowych, którzy uważają, że nawet ten zmodernizowany projekt nadal uderza przede wszystkim w polskie średnie i małe sieci handlowe. Zatem jest to naprawdę bardzo szkodliwy projekt - podkreślił Piotr Zgorzelski z Polskiego Stronnictwa Ludowego.


- To jest złych 100 dni w Polsce. Zmarnowanych 100 dni. Ja wręcz stwierdzę, że to jest ukradzione 100 dni Polaków. I to niestety jest chyba najsmutniejsze w tym wszystkim - podsumował szef klubu parlamentarnego PO Sławomir Neumann. - Możemy się różnić politycznie, ale to, co się stało przez te 100 dni, to nie ma w historii wcześniej takiego okresu, żeby tak dewastować kraj i tak go zawłaszczać przez jedną partię - podkreślił polityk.


- Uważam, że zanim zaczęto projekt "500+" należało się zająć kwotą wolną. Po pierwsze, że jest to orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, które mówi wyraźnie, że tamta kwota - nie podnoszona od wielu lat - jest niesprawiedliwa społecznie, chociażby dlatego, że podatki płacą osoby, które nie osiągają minimum socjalnego, a poza tym, im więcej tych pieniędzy zostaje w ten sposób w rękach społeczeństwa, tym lepiej one są wydatkowane - tłumaczyła Katarzyna Lubnauer, wiceprzewodnicząca Nowoczesnej.


"Histeria, manifestacje, donosy"


- Przy okazji stu dni rządu warto też zwrócić uwagę na to, jaką mamy opozycję. Mamy opozycję, która zanim rząd powstał, żądała zrealizowania obietnic wyborczych, zanim pani premier została panią premier, zanim wygłosiła expose, awanturowała się gdzie jest 500 zł na każde dziecko. Mamy opozycję, która nie dała stu dni spokojnego rządzenia rządzącym, tak jak zawsze było w polskiej tradycji ostatnich 25 lat w stosunku do każdego rządu, tylko od razu wpadła w histerię, manifestacje uliczne, donosy zagraniczne – podkreślił wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Jarosław Sellin z PiS.

 

Polsat News