Odbita z rąk islamistów Szwedka w wywiadzie, którego udzieliła dziennikarzom „Kurdistan 24”, opowiedziała, w jaki sposób trafiła do Syrii, a później do Iraku. Relacjonowała, że przestała chodzić do szkoły, gdy miała 14 lat. Niedługo potem poznała chłopaka. - Na początku wszystko było w porządku. Ale potem zaczął mówić coraz więcej o ISIS i pokazywać filmy  - opowiadała. Podkreślała, że wtedy nie miała jeszcze pojęcia, czym jest Państwo Islamskie.

 

Dlatego, gdy starszy o trzy lata chłopak zaproponował wyjazd i wsparcie sił islamistów - zgodziła się. 31 maja 2015 roku wyjechali ze Szwecji. Koleją przemierzyli Europę. Tak dotarli do Turcji. Stamtąd dostali się najpierw do Syrii, by ostatecznie w lipcu dotrzeć do irackiego, kontrolowanego przez ISIS, Mosulu. I jak przyznała, wtedy zaczęło się najgorsze.

 

Poród w Mosulu

 

- Dali nam dom, ale bez elektryczności i wody. Po jakimś czasie dostałam telefon, wtedy zadzwoniłam do mamy i powiedziałam, że chcę wrócić do domu - opowiadała. Marlin twierdzi, że ona i jej chłopak byli przetrzymywani wbrew ich woli. O pomoc w zlokalizowaniu dziewczyny prosiły stronę kurdyjską szwedzkie władze.

 

 

17 lutego nastolatka została odbita przez Kurdów z rąk islamistów. Szwedka nadal przebywa w irackim Kurdystanie. Nie wiadomo, co dzieje się z chłopakiem, który miał nakłonić nastolatkę do wyjazdu. Jedna ze szwedzkich gazet podała, że młody mężczyzna miał zginąć w trakcie bombardowania zorganizowanego przez siły rosyjskie w Ramadi.

 

Media nie donoszą, co stało się z dzieckiem pary. Okazuje się bowiem,, że siły kurdyjskie już w październiku próbowały odbić nastolatkę. Jednak wtedy ciężarna Szwedka wróciła do Mosulu, by urodzić dziecko na terytorium Państwa Islamskiego.

 

Na razie nie wiadomo, czy dziewczynie w Szwecji zostaną postawione zarzuty za dołączenie do szeregów dżihadystów.

 

 

 

 

 

 

Kurdistan 24