Sprawa była głośna w Krakowie ze względu na brutalność sprawców. Obaj oskarżeni zostali uznani także winnymi rabunku złotej biżuterii o wartości co najmniej 116 tys. zł.


Sąd zastrzegł w wyroku, że Marek S. będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie dopiero po odbyciu 20 lat kary, a Bartosz P. po odbyciu 12 lat kary.


Prokurator domagał się dla oskarżonych odpowiednio kary dożywocia i 25 lat więzienia. Na czas ustnego uzasadnienia wyroku sąd wyłączył jawność rozprawy.


Część łupu rozdali znajomym


Według ustaleń prokuratury, napadu dokonał Marek S., a Bartosz P. stał na czatach. Po napadzie zakrwawiony Marek S. poprosił na pobliskiej ulicy o wezwanie taksówki. Jak wyjaśnił przechodniowi, został ofiarą napadu, o którym zawiadomił już policję. Zanim wsiadł do taksówki, wyrzucił do kosza poplamioną krwią kurtkę. Policja zawiadomienia o takim napadzie nie otrzymała.


Marek S. ukrywał się potem u znajomej, a następnie razem z Bartoszem P. w krakowskim hotelu. Bliskiej znajomej przyznał się do napadu i powiedział, że "coś poszło nie tak". Świadkowie widzieli, że dysponował złotą biżuterią - część rozdał znajomym; miał też charakterystyczne koperty z lombardu.


Ukrywali się w Hiszpanii


Kilkanaście dni po napadzie obaj mężczyźni wyjechali do Hiszpanii. Tam zostali zatrzymani i sprowadzeni do Polski w 2013 roku na podstawie Europejskich Nakazów Aresztowania.


Proces rozpoczął się w kwietniu 2014 r. Miał charakter poszlakowy, ale prokuratura podkreślała, że wszystkie poszlaki tworzą nierozerwalny łańcuch i wykluczają inny przebieg wydarzeń. Prokuratura wnioskowała o przesłuchanie 87 świadków; wniosła także, by zeznania kolejnych 157 zostały odczytane przez sąd.


Wyrok jest nieprawomocny, stronom przysługuje apelacja.

 

PAP