Zdaniem Cenckiewicza, niektórzy obrońcy Lecha Wałęsy, twierdzący, że dokumenty świadczące o współpracy są sfałszowane, "rozmijają się z faktami". Odniósł się w ten sposób do cytowanej na antenie wypowiedzi prof. Karola Modzelewskiego. Zaznaczył jednak że są także wypowiedzi takie jak Waldemara Kuczyńskiego, które "mówią o tym, że jednak ten fakt współpracy miał miejsce".  - On się przede wszystkich pochylił nad materiałem, przeczytał ponad 200 str. doniesień agenturalnych. Wtedy dopiero jest płaszczyzna do rozmowy, a nie takie pałkarstwo które tutaj uprawia niestety historyk, prof. Karol Modzelewski - powiedział Sławomir Cenckiewicz.

 

"To ponad dwa tysiące stron, nawet więcej"


Zapytany przez Bartosza Kurka o to, czy ewentualna współpraca Wałęsy ze służbami bezpieczeństwa w latach 70. miała "przełożenie bezpośrednie na lata 80, 90", Cenckiewicz powiedział: - Moim zdaniem tak. Jeśli wypożycza się Lechowi Wałesie jako prezydentowi akta, a on je zamawia, zobowiązuje ministrów do tego żeby mu przywieźli najpierw kserokopie, a potem oryginały i po wypożyczeniu tych akt są wszędzie wyrwane kartki, to ja się pytam: ktoś, kto uważa że to są fałszywki, usunąłby te materiały? To ponad dwa tysiące stron, nawet więcej.


Cenckiewicz podkreślił również, że "to nie jest tak ze teraz mamy pakiet dokumentów o Lechu Wałęsie jako agencie służby bezpieczeństwa "Bolek", a wcześniej nic nie mieliśmy". - Książka "SB a Lech Wałęsa" powstała 7 lat temu na podstawie bardzo dużej ilości materiałów i wówczas też mówiono, że to są fałszywki, tylko nikt tego nie chciał zbadać.


Historyk stwierdził też, że ewentualne zatrudnienie grafologa do zbadania dokumentów to wyłącznie "konstrukcja medialna". - To niemożliwe żeby 800 stron dokumentów na przestrzeni lat 1970-81 ktoś fałszował. Po co? I schował mieszkaniu Kiszczaka z myślą o roku 2016? - stwierdził.