Jako przykład podał Konsalnet, drugą co do wielkości firmę na tym rynku, który zwolnił 1200 osób.

 

Wielu firmom ochroniarskim nie udało się wynegocjować z klientami nowych, wyższych stawek, aby pokryć koszty opłacania składek. Z reguły chodziło o podniesienie wartości kontraktu o ok. 20 procent.

 

- Niestety, wielu kontrahentów nie przystąpiło do negocjacji lub odrzuciło propozycje zmian. Niektórych nie interesowało nawet to, że od nowego roku minimalne wynagrodzenie wzrosło o 5,7 proc. Uznali, że to problem agencji ochrony. Kończy się to z reguły rozwiązaniem umów, a co za tym idzie zwolnieniami pracowników - stwierdził Wagner.

 

W branży ochroniarskiej przed zwolnieniami pracowało od 250 do 300 tys. osób. Jej przedstawiciele podkreślają, że nie byli przeciwni oskładkowaniu umów zlecenia, ale walczyli, by nowe rozwiązania weszły w życie z nieco większym opóźnieniem.  

 

- Od początku podnosiliśmy kwestię krótkiego vacatio legis. Każda taka zmiana musi mieć czas na dostosowanie się wszystkich jej odbiorców. Wzrost stawek kontraktowych musi mieć odzwierciedlenie w budżetach planowanych na usługi ochrony osób i mienia. Jeśli te budżety nie mogą ulec zmianie w ciągu roku, a tak się dzieje szczególnie w tzw. budżetówce, to prowadzi do rozwiazywania umów, ograniczania jej obszarów i likwidacji stanowisk, w konsekwencji zwolnieniami - zauważył Wagner.

 

"Obejść ozusowanie"

 

Według ochroniarzy, część firm "obchodzi ozusowanie": albo rejestruje dzialaność w kraju, w którym takich rozwiązań nie ma i "leasinguje" pracowników w Polsce, albo zawiera umowy na wypłacanie wynagrodzeń co dwa miesiące. Dzięki temu agencje ochrony płacą składki sześć a nie dwanaście razy w roku.

 

Jest to opłacalne, bo od początku tego roku, zgodnie z nowelizacją ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, składki od umów zleceń odprowadza się do wysokości płacy minimalnej - 1850 zł, a nie od całości wynagrodzenia.

 

12 zł za godzinę tak. Ale nie w tym roku

 

Ozusowanie to nie jedyny kłopot  branży. Jeszcze większą falę zwolnień może spowodować zapowiadane przez rząd ustalenie minimalnej stawki godzinowej w wys. 12 zł. Resort pracy chce zakończyć pracę nad regulującą to ustawą w drugim kwartale tego roku.

 

Polska Izba Ochrony napisała list do ministerstwa, w którym oświadczyła, że jest za wprowadzeniem stawki godzinowej w wys. 12 zł, bo "ucywilizuje to pozycję pracownika", ale postuluje, by wprowadzono ją 1 stycznia 2017 r. Dzięki temu fiirmy, nie tylko ochroniarskie, będą miały czas na dostosowanie się do zmian i wynegocjowanie nowych umów.

 

Według Izby, budżety kontrahentów firm ochroniarskich "są już na ten rok poplanowane i bardzo trudno będzie renegocjować zawarte kontrakty, co przełoży się wprost na ograniczanie zakresu usług, a w konsekwencji zaowocuje zwolnieniami kolejnej grupy pracowników, a więc całkowitą utratę przez nich zarobków, a nie ich wzrost".

 

polsatnews.pl