Wójcik dodał, że zdaniem PO ostatnie zdarzenia - szczególnie okoliczności związane z odwołaniem komendanta policji Zbigniewa Maja - pokazują, że Błaszczak nie radzi sobie z nadzorem nad policją. Poseł przekonywał też, że szef MSWiA powinien stracić stanowisko w związku z niepotwierdzonymi doniesieniami dotyczącymi rzekomego nielegalnego podsłuchiwania dziennikarzy przez służby za czasów rządów PO-PSL.


Wójcik dodał, że brak nadzoru nad policją jest jego zdaniem "tak ewidentny", że liczy na poparcie wszystkich klubów opozycyjnych.

 

PiS: policja odnosi sukcesy

 

Poseł PiS Jacek Sasin nazywał wniosek Platformy "absurdalnym". Podkreślił, że daje on jednak dobrą okazję, żeby opowiedzieć jak wiele w zakresie poprawy bezpieczeństwa obywateli, funkcjonowania policji się wydarzyło.

 

- Policja funkcjonuje normalnie, w ostatnim czasie odnosi sukcesy (...) a Platforma Obywatelska stwarza wrażenie, że panuje chaos w policji - ocenił z kolei inny poseł PiS Arkadiusz Czartoryski.

 

"Symbol 100 dni nieudolności"

 

Złożenie wniosku PO zapowiedziała już we wtorek gdy politycy tej partii podsumowywali 100 dni rządu Beaty Szydło. Szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna uznał, że sto dni rządu ma swego bohatera, a jest nim właśnie minister spraw wewnętrznych i administracji.


- Minister Błaszczak jest symbolem tych stu dni nieudolności – stwierdził Schetyna. - Tych obietnic, oszustwa, ale też takiej zwykłej, ministerialnej, urzędniczej nieudolności – dodał.


Zarzuty wobec Błaszczaka sformułował także Krzysztof Brejza. Poseł PO powiedział, że podczas stu dni rządów PiS było „komicznie i strasznie”.


– Komicznie, ponieważ byliście państwo świadkami wizytacji i sprawdzania toalety w Komendzie Głównej Policji, natomiast pan minister Błaszczak nie miał czasu, żeby sprawdzić samego komendanta głównego policji; strasznie - ponieważ zlecono sporządzenie specjalnego audytu, który miał wykazać rzekome podsłuchy dziennikarzy za rządów Platformy - podsłuchy, których nie było - mówił poseł PO.

 

W środę Brejza zgłosił wniosek o utajnienie obrad Sejmu i zapoznanie posłów z treścią audytu ws. działań Biura Spraw Wewnętrznych po tzw. aferze podsłuchowej.

 

Sprawa dymisji komendanta

 

Pod koniec 2015 r. b. szef KGP insp. Zbigniew Maj powołał grupę, która miała sprawdzić, czy funkcjonariusze BSW podsłuchiwali dziennikarzy w związku z tzw. aferą podsłuchową. Z audytu wynika m.in., że w KGP działały dwie grupy, które zajmowały się sprawą afery. Informowano ponadto, że kontrolerzy natrafili na materiały, które świadczą, że w zainteresowaniu śledczych pojawiali się dziennikarze i ich rodziny. Sam Maj mówił, że wobec dziennikarzy i ich rodzin "były stosowane formy pracy policji".

 

Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia śledztwa w związku z audytem KGP. Rzecznik prokuratury Przemysław Nowak mówił, że raport KGP z audytu ws. działań funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych w związku z "aferą podsłuchową" nie wskazuje na podejrzenie popełnienia przestępstwa, w tym na przekroczenie uprawnień.

 

Insp. Maj, podając się do dymisji, mówił, że zrezygnował ze stanowiska m.in. dlatego, że przygotowywano wobec niego prowokację przez b. funkcjonariuszy BSW KGP (tzw. policja w policji) i wykorzystano materiały sprzed kilkunastu lat, kiedy prowadził pracę operacyjną. Jak mówił złożył rezygnację, "żeby nie obciążać całej formacji".

 

Według medialnych doniesień chodzi o wydarzenia sprzed kilkunastu lat, kiedy Maj pracował w Kaliszu. Były informator policji miał go szantażować; sugerował, że Maj przyjął od niego pięć butelek alkoholu, a także pożyczył dziesięć tys. zł, których nie oddał. Insp. Maj oświadczył, że badane są "okoliczności i donosy, które nie majążadnego pokrycia w faktach".

 

PAP