Paweł Szałamacha w 2014 roku rozpoczął studia na Uniwersytecie Harvarda. Według wcześniejszych informacji jako poseł PiS miał w tym czasie być na bezpłatnym urlopie. Jednak jak sprawdził dziennik w rzeczywistości nie dostał na niego zgody Sejmu i podczas pobytu w USA (od września 2014 roku do maja 2015 roku) pobierał parlamentarną pensje, mimo że praktycznie prawie nie pracował jako poseł.

 

Z relacji biura ministra wynika, że Paweł Szałamacha wyjechał do Stanów Zjednoczonych z przekonaniem, że urlop otrzymał. Później miał dowiedzieć się, że decyzja została zmieniona.  Według biura ministra "urlop został udzielony na trzy miesiące (wrzesień, październik, listopad) przez ówczesną panią marszałek Sejmu Ewę Kopacz, a następnie cofnięty przez nowego marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego w połowie semestru jesiennego, już w trakcie studiów". Ponieważ nastąpiło to w trakcie semestru, a Paweł Szałamacha sam finansował studia, nie zdecydował się ich opuścić.

 

Zarobił 90 tys. zł

 

W rozmowie z "Rzeczpospolitą" Radosław Sikorski wspomina jednak, że Paweł Szałamacha prosił o urlop, jednak wcale nie o bezpłatny. – Nie wyraziłem zgody, bo otrzymałem od posła Szałamachy pismo, które nie zawierało rezygnacji z uposażenia – relacjonuje.


Z informacji kancelarii Sejmu wynika, że posłowi potrącono podczas studiów za nieobecności na posiedzeniach  21,8 tys. zł. Zarobił więc w tym czasie ok. 90 tys. zł. Dochodzi do tego 12 tys. zł miesięcznie ryczałtu na prowadzenie biura poselskiego.


W ostatnich wyborach Paweł Szałamacha startował w wyborach do Sejmu z poznańskiej listy PiS. Otrzymał 7,3 tys. głosów, co nie wystarczyło, by zdobyć mandat.

 

Rzeczpospolita, Polsat News