"Narastanie negatywnych zjawisk w gospodarce światowej, spadek popytu na naszych tradycyjnych rynkach eksportowych, gwałtowny spadek cen ropy i towarów surowcowych oraz geopolityczna niestabilność doprowadziły do pogorszenia się warunków handlu zagranicznego Białorusi" – podkreśla prezydent w dokumencie.

 

Nakazuje w związku z tym rządowi, by zwiększył efektywność przedsiębiorstw państwowych, gwarantując w nich odpowiednie zarządzanie i zmniejszenie o co najmniej 25 proc. kosztów produkcji. Wydaje także polecenia zwiększenia i zróżnicowania eksportu.

 

50 tys. miejsc pracy rocznie

 

W dekrecie zapisano, że rząd wraz z organami władzy lokalnej na Białorusi powinien zagwarantować wzrost liczby zatrudnionych na nowo utworzonych miejscach pracy o 50 tys. rocznie.

 

Według oficjalnych danych urzędu statystycznego Biełstat 23 proc. przedsiębiorstw białoruskich jest nierentownych, a kolejne 38 proc. ma niską dochodowość - do 5 proc. Najwięcej przynoszących straty firm działa w rolnictwie. Liczba nierentownych firm wzrosłam w ubiegłym roku o jedną czwartą.

 

Ekonomista: to nic nie pomoże

 

Niezależny ekonomista Jarosław Romańczuk ocenił, że postulowane w dekrecie posunięcia nie dadzą efektów, gdyż wynikają z błędnie postawionej diagnozy.

 

- Stanowisko zajęte w tym dokumencie to próba ratowania trupa. Widać, że jest on próbą zamydlenia oczu. Wymieniono w nim pięć przyczyn kryzysu na Białorusi, ale żadnej wewnętrznej – stwierdził ekonomista.

 

Według niego dekret świadczy o tym, że prezydent nie wie, co robić z gospodarką. - A perełką tego dokumentu jest zlecenie szefom władz rejonowych zadania zapewnienia efektywności w przynoszących straty gospodarstwach rolnych – dodał Jarosław Romańczuk.

 

PAP