Evo Morales nie przyznał się jeszcze do porażki. Powiedział, że poczeka na ostateczne wyniki. 56-letni polityk, określany jako lewicowy populista, był pewny zwycięstwa. Przed głosowaniem wyrażał przekonanie, że zagłosuje na niego 70 proc. Boliwijczyków.

 

Chciał rządzić do 2025 roku

 

Morales, który sprawuje obecnie urząd przez trzecią kadencję, ubiegał się o zmodyfikowanie artykułu 168 konstytucji obowiązującej od 2009 roku w celu zwiększenia z dwóch do trzech liczby kolejnych kadencji, o które może ubiegać się prezydent. W przypadku zwycięstwa pozostawałby szefem państwa do roku 2025.

 

Według boliwijskiego Trybunału Konstytucyjnego, pierwszy okres prezydentury Evo Moralesa (2006-10) nie powinien być brany pod uwagę, ponieważ Boliwia została przekształcona w 2009 roku z "państwa jednego narodu" w "państwo wielonarodowe" i w tym samym roku uchwalono nową konstytucję, a zatem "odliczanie" rozpoczęło się od nowa.

 

Morales jest pierwszym prezydentem Boliwii, jednego z najuboższych krajów Ameryki Południowej, który wywodzi się z rdzennej ludności indiańskiej. Prowadził politykę zorientowaną na programy socjalne i poprawę bytu najuboższych warstw ludności. M. in. przeznaczał duże sumy z zysków pochodzących z eksportu gazu ziemnego na programy socjalne i inwestycje w infrastrukturę. Morales zapowiadał, że jego program "Agenda 2025" umożliwi całkowite wyeliminowanie skrajnego ubóstwa w kraju.

 

Lukratywny kontrakt byłej przyjaciółki

 

Jednak przeciwnicy Moralesa zarzucają mu i rządzonej przez niego partii Ruchowi na rzecz Socjalizmu (MAS) korupcję, marnotrawstwo środków publicznych i zapędy autorytarne. Ostatnio wyszło na jaw, że firma byłej przyjaciółki prezydenta uzyskała lukratywne zamówienia rządowe. Ujawnienie afery spowodowało znaczny spadek popularności Moralesa.

 

PAP