W dokumentach stwierdzono, że "Bolek" został pozyskany 29 grudnia 1970 r. "na zasadzie dobrowolności" przez kpt. E. Graczyka z Olsztyna i współpracownik ten pozostawał "na kontakcie" trzech pracowników oraz rezydenta SB ze stoczni.


Jako powód rozwiązania współpracy z TW "Bolkiem" podano jego "niewłaściwe zachowanie się" jako współpracownika, mimo kilkakrotnych ostrzeżeń, niechęć do współpracy oraz fakt, że 30 kwietnia 1976 r. został zwolniony z pracy w stoczni za wystąpienia krytykujące jej władze. Odnotowano, że za przekazywane informacje "Bolek" był wynagradzony w sumie kwotą 13100 zł. "Wynagrodzenie brał bardzo chętnie" - dodano.

 

"Jednostka zdyscyplinowana i chętna do współpracy"


"Celem pozyskania (w grudniu 1970 r. - red.) było rozeznanie działalności kierownictwa Komitetu Strajkowego oraz innych osób wrogo działających po wypadkach grudniowych 1970 r. w Stoczni Gdańskiej. Od roku 1970 do 1972 ("Bolek" - red.) przekazał szereg cennych informacji dot. destrukcyjnej działalności niektórych pracowników. Na podstawie otrzymanych materiałów założono kilka spraw. W tym czasie dał się poznać jako jednostka zdyscyplinowana i chętna do współpracy" - czytamy w dokumencie.


Jak dodano, po ustabilizowaniu się sytuacji w stoczni, współpracownik "był wykorzystywany jako jednostka sygnalizacyjna" przez rezydenta, czyli człowieka SB na terenie stoczni o kryptonimie "Madziar".

 

"Dało się zauważyć niechęć TW "Bolka" do dalszej współpracy"


SB odnotowała, że od tego czasu dało się zauważyć niechęć TW "Bolka" do dalszej współpracy, uzasadnianą brakiem czasu i tym, "że na zakładzie nic się nie dzieje oraz żądaniem zapłaty za przekazywane informacje, które nie stanowiły większej wartości operacyjnej".


Informacje uzyskiwane od informatorów SB weryfikowała przez innych agentów.

 

W dokumencie o rozwiązaniu współpracy napisano, że podczas kontroli informacji od TW "Bolka" stwierdzono, że "niejednokrotnie w pozyskiwanych informacjach przebijała się chęć (przekazania - red.) własnego poglądu na sprawę, nadając jej (prezentując - red.) jako opinię środowiskową. Stwierdzono również, że podczas odbywających się zebrań dość często bez uzasadnienia krytykował kierownictwo administracyjne, partyjne i związkowe wydziału" - czytamy.

 

 

"Szkalował władze, choć go przestrzegano"

 

W dokumencie zaznaczono, że po każdym (publicznym - red.) wystąpieniu TW "Bolka" SB przeprowadzała z nim rozmowę, "podczas której wytykano mu jego niewłaściwe wystąpienie na zebraniu, pouczano jak ma zachowywać się oraz ostrzegano go, że o ile będzie nadal tak postępował, to zostanie zwolniony z zakładu".

 

"Swoje wystąpienie tłumaczył zawsze tym, że o ile nie będzie zabierał głosu w obronie pracowników, straci całkowicie zaufanie w załodze, dlatego też wystąpienie swoje uważa za słuszne" - napisała SB.


W konsekwencji - czytamy w postanowieniu o rozwiązaniu współpracy - "mimo naszych kilkukrotnych ostrzeżeń w dniu 11.01.1976 r. zabierając głos w dyskusji na zebraniu związkowym w sposób szkalujący zarzucił niewłaściwe postępowanie kierownictwa administracyjnego wydziału, partyjnego i związkowego. Za wystąpienie to dyrekcja zakładu stoczni z dniem 30.04 1976 r. zwolniła (go - red.) z pracy" - czytamy w dokumencie kpt. Ratkiewicza, który zauważa też, że spotkania z TW "Bolkiem" odbywały się "poza LK" (lokalem kontaktowym - red.).

 

"Wyeliminować go z czynnej sieci agenturalnej"


"W związku z powyższym postanowiono: "Biorąc pod uwagę niewłaściwe zachowanie się t.w. »Bolek« i to, że został zwolniony ze stoczni, uważam wyeliminować go z czynnej sieci agenturalnej, a posiadaną teczkę personalną i roboczą złożyć do archiwum Wydz. »C« (archiwum - red.) tut. Komendy" - głosi postanowienie podpisane przez mjr. Wojtalika. Poniżej jest pieczątka potwierdzająca złożenie akt w archiwum.

 

W udostępnionych przez IPN dokumentach TW "Bolka" jest m.in. upomnienie, sformułowane po jego adresem przez oficera prowadzącego, po tym jak na zebraniu stoczniowym w 1971 roku poparł pomysł postawienia tablicy, upamiętniającej ofiary wydarzeń grudniowych z 1970 roku.


Doniesienie innego TW na Lecha Wałęsę


Wśród udostępnionych w teczce "Bolka" dokumentów jest m.in. doniesienie innego tajnego współpracownika o zebraniu w Stoczni Gdańskiej, podczas którego Lech Wałęsa miał poprzeć pomysł postawienia tablicy, upamiętniającej ofiary wydarzeń grudniowych, by "kłuła w oczy".


Oficer prowadzący TW "Bolka" w notatce służbowej z 24 września 1971 roku relacjonuje rozmowę na ten temat, jaką przeprowadził z agentem:


"W dniu 23.09.1971 r. przyjąłem na kontakt tw. ps. »Bolek«. Podczas rozmowy zwróciłem mu uwagę na jego niewłaściwe wystąpienie w czasie zebrania. Wymieniony tłumaczył, że od pewnego czasu jego znajomi z miejsca pracy zaczynali od niego stronić i dlatego, aby pozyskać ich zaufanie w czasie zebrania wydziałowego wystąpił z żądaniem postawienia tablicy na terenie Stoczni ku czci poległych w wypadkach grudniowych. W tym wypadku wyjaśniłem mu w jakiej formie ma zabierać głos. Kategorycznie zabroniłem mu takiego zachowania się w miejscu pracy".

 

Wałęsa "jest to człowiek bardzo wybuchowy"

 

Dalej oficer pisze, że TW "Bolkowi" zwrócił uwagę na formę pisania doniesień. "Oświadczyłem mu, że w informacji swojej ma podawać tylko i wyłącznie wypowiedzi osób trzecich, nie dodając żadnych swoich komentarzy i domysłów. Dałem mu zadanie ustalenia osób, którzy domagają się postawienia tablicy na terenie Stoczni. Scharakteryzować wypowiedzi i zachowanie się Szołocha".


Na końcu są uwagi własne oficera: "Z całokształtu przeprowadzonej rozmowy z tw. »Bolek« wywnioskowałem, że jest to człowiek bardzo wybuchowy, częstokroć nie analizuje swoje wypowiedzi, potrafi z rzeczy stosunkowo błachych robić problemy. W związku z tym musi być często kontrolowany" (pisownia oryginalna - red.).

 

W cytowanych fragmentach dokumentów pisownia oryginalna.


PAP