Do zatrzymania doszło 12 lutego w Łodzi, ale zdarzenie ujawniono dopiero teraz. - Nie tłumaczy mnie fakt, że prędkość przekroczyłem, jadąc cztero- czy trzypasmową ulicą Sikorskiego po godz. 23 w piątek, ponieważ przepisy złamałem - przyznał Kwiatkowski w rozmowie z "Dziennikiem Łódzkim".


Policjanci nie wiedzieli, że zatrzymany chroniony jest immunitetem, kierowca nic o tym nie wspomniał, przyznał się do winy.

 

- Jak każdy obywatel, zapłaciłem mandat, zdałem prawo jazdy. To był błąd, za który przepraszam - poinformował polsatnews.pl Kwiatkowski poprzez rzeczniczkę prasową NIK Dominikę Tarczyńską.

 

Nie może sam podjąć decyzji o poddaniu się karze


Gdy jednak policja ujawniła fakt, iż ukaranym kierowcą jest prezes NIK, którego chroni immunitet, rozpoczęto procedurę uchylenia immunitetu. Zgodę w takiej sprawie może wydać jedynie Sejm. Sam prezes NIK nie może podjąć decyzji o poddaniu się karze i opłaceniu mandatu, który nałożyli policjanci.


Znowelizowana we wrześniu ubiegłego roku ustawa, która ograniczyła immunitet posłom i senatorom w zakresie odpowiedzialności za wykroczenia drogowe, zakłada, że na przyjęcie mandatu karnego albo zapłacenie grzywny za wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji może samodzielnie zgodzić się sędzia, prokurator, poseł, senator, Rzecznika Praw Dziecka, Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych i np. prezes Instytutu Pamięci Narodowej, ale parlamentarzyści zapomnieli o objęciu nowymi przepisami prezesa Najwyższej Izby Kontroli.


- Prezes nie jeździ teraz samochodem - podkreśliła w rozmowie polsatnews.pl Dominika Tarczyńska.

 

Krzysztof Kwiatkowski jest prezesem NIK od 26 lipca 2013 r. W latach 2009-2011 r. był  ministrem sprawiedliwości, a od 2009 do 2010 także prokuratorem generalnym. Gdy objął fotel szefa NIK zrzekł się członkostwa w PO.

 

Dziennik Łódzki, polsatnews.pl