Według innego sondażu instytutu Mori, odpowiednie wskaźniki wynoszą 51 i 49 proc. Centralna Komisja Wyborcza podała, że frekwencja w referendum była bardzo wysoka i wyniosła prawie 88 proc.

 

Był pewny zwycięstwa

 

56-letni, określany jako lewicowy populista, Morales był pewny zwycięstwa. Przed głosowaniem wyrażał przekonanie, że zagłosuje na niego 70 proc. Boliwijczyków.

 

Morales, który sprawuje obecnie urząd prezydenta Boliwii przez trzecią kadencję, ubiegał się o zmianę konstytucji, tak aby mógł ubiegać się o ponowny wybór w 2019 r. W przypadku zwycięstwa pozostawałby szefem państwa do roku 2025.

 

Jest on pierwszym prezydentem Boliwii, jednego z najuboższych krajów Ameryki Południowej, który wywodzi się z rdzennej ludności indiańskiej. Prowadził politykę zorientowaną na programy socjalne i poprawę bytu najuboższych warstw ludności. M. in. przeznaczał duże sumy z zysków pochodzących z eksportu gazu ziemnego na programy socjalne i inwestycje w infrastrukturę. Morales zapowiadał, że jego program "Agenda 2025" umożliwi całkowite wyeliminowanie skrajnego ubóstwa w kraju.

 

Lukratywny kontrakt byłej przyjaciółki

 

Jednak przeciwnicy Moralesa zarzucają mu korupcję, marnotrawstwo środków publicznych i zapędy autorytarne. Ostatnio wyszło na jaw, że firma byłej przyjaciółki prezydenta uzyskała lukratywne zamówienia rządowe. Ujawnienie afery spowodowało znaczny spadek popularności Moralesa.

 

Morales po raz pierwszy został wybrany na prezydenta w 2006 r. W roku 2014 zwyciężył ponownie uzyskując 61 proc. głosów.

 

Analitycy wskazują, że wysoka frekwencja jest częściowo rezultatem przepisów prawnych, które przewidują, że osoby, które nie skorzystają z prawa głosu nie będą mogły w ciągu trzech miesięcy po referendum przeprowadzać transakcji finansowych. Przy ich dokonywaniu obowiązuje bowiem przedstawienie zaświadczenia potwierdzającego, że dana osoba skorzystała z przysługującego jej prawa wyborczego.

 

PAP