Były prezydent stwierdził, że nie będzie już wypowiadał się w sprawie teczek odnalezionych w domu Czesława Kiszczaka. - Teraz poczekam na bieg zdarzeń – powiedział. I dodał:  - Chciałbym te materiały zobaczyć, bo chciałbym zobaczyć jak to zostało podrobione. Jeśli będą jakieś wątpliwości to odwołam się do międzynarodowej kontroli, by to naprawdę wyjaśnić.


Rozmowę z byłym prezydentem przeprowadziła w Miami (USA) korespondentka Polsat News Zuzanna Falzmann.

 

- Nie ma żadnego podpisu z mojej strony, nie ma żadnego tekstu z mojej strony. Wszystko to musi być podrobione, dlatego że ja żadnego takiego tekstu nigdy tam nie napisałem, nigdy nie wysłałem – mówił Lech Wałęsa.


Jak ocenił, ówczesna władza miała możliwość spreparowania odpowiednich materiałów.

 

"Prowokacja. Nie wiem kto ją zrobił"


Wałęsa, zapytany o to dlaczego akurat teraz materiały wyszły na jaw, odpowiedział: - Do pana Boga to pytanie, albo do tych którzy to wywołali.


Powiedział również, że przyjmuje przeprosiny Marii Kiszczak, poprzez którą dokumenty trafiły do IPN. Dodał jednak, że uważa całą sprawę za "prowokację". - Nie wiem kto ją zrobił. To po pierwsze. Po drugie, załóżmy że byłem agentem. Czy może minister spraw wewnętrznych zdradzić swojego agenta? Przecież to niemożliwe. To zemsta Kiszczaka zza grobu, albo zdrada – mówił były prezydent.


"Kiszczakowa poniżyła generała, zrobiła go zdrajcą"


Na stwierdzenie, że Maria Kiszczak miała żądać od IPN 90 tys. złotych za dokumenty męża, Wałęsa odpowiedział: - Ludzie są jak ludzie. Może ma problemy, może lubi pieniądze. Nie wiem. Wyszło jak wyszło. Poniżyła generała, zrobiła go zdrajcą, że zdradza swoich ludzi.

 

"Skończylibyśmy jak Ukraina"


Zapytany o to, czy czuje żal, były prezydent stwierdził: - Zrobiłem wszystko, co należało zrobić, by Polska była wolna. Poprzednie pokolenie mnie o to prosiło, pokolenie moich rodziców, i udało mi się poprowadzić, pokierować, zorganizować pokojową walkę. Tylko w tej pokojowej walce takie zachowanie dało nam zwycięstwo. Gdybym się obrażał, gdybym wszystkich uważał za bandytów, to byśmy skończyli co najmniej jak Ukraina. Co najmniej. Dlatego jestem całkowicie zadowolony z rozwoju i ze zwycięstwa.


Sprawa teczek w domu Kiszczaka


Na przełomie stycznia i lutego Maria Kiszczak zwróciła się do IPN z prośbą o spotkanie z prezesem Instytutu. Do spotkania doszło 16 lutego. Wdowa po Kiszczaku miała rozpocząć je od stwierdzenia, że jej mąż, przed śmiercią, powiedział, że jeśli będzie miała jakiekolwiek problemy finansowe, ma zgłosić się do prezesa IPN z ofertą sprzedaży przechowywanych przez niego dokumentów. Za materiały Maria Kiszczak miała zażądać od IPN 90 tysięcy złotych.


Poinformowano, że w zabezpieczonych dokumentach pochodzących z archiwum gen. Czesława Kiszczaka znajduje się m.in. teczka personalna i teczka pracy TW "Bolek" oraz odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy, podpisane: Lech Wałęsa "Bolek". Dokumenty znajdujące się w obu teczkach obejmują lata 1970-1976. Według opinii uczestniczącego w badaniu dokumentów z domu gen. Kiszczaka eksperta archiwisty są one autentyczne.