Były pracownik Instytutu Pamięci Narodowej i autor książek o przeszłości Lecha Wałęsy, wyliczył nieprawidłowości, jakie jego zdaniem można zauważyć "na podstawie komunikatów IPN, wypowiedzi członków Rady IPN oraz przekazów medialnych ukazujących dokonywane czynności śledcze".

 

"Prokuratorom IPN przysługują wszystkie instrumenty prawne"

 

Cenckiewicz zwrócił uwagę na to, że skoro zgodnie z ustawą o IPN do prowadzenia śledztw przez Instytut Pamięci Narodowej stosuje się przepisy kodeksu postępowania karnego, "prokuratorom IPN przysługują wszystkie instrumenty prawne z jakich może skorzystać każdy prokurator na podstawie KPK". Jego zdaniem wszelkie pojawiające się informacje, że IPN pewnych czynności nie może przeprowadzić w ramach prowadzonego śledztwa, są - jak pisze - pozbawione jakichkolwiek podstaw prawnych.

 

Podkreślił też, że "w ramach postępowania, w celu znalezienia rzeczy mogących stanowić dowód w sprawie lub podlegających zajęciu, można dokonać przeszukania pomieszczeń i innych miejsc, jeżeli istnieją uzasadnione podstawy do przypuszczenia, że wymienione rzeczy tam się znajdują". Dlatego, jak twierdzo, nie jest zrozumiałe dla niego zachowanie prokuratora IPN, który nie zarządził, "mimo formalnego wszczęcia śledztwa w tej sprawie w 2015 r." przeszukania, skoro - jak zauważa - istniało uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. Jego zdaniem obawa prokuratora przed ewentualnymi roszczeniami ze strony osoby podejrzanej - nie jest żadną przyczyną.

 

"Śmierć Kiszczaka nie powinna być przeszkodą"

 

Jak zauważył, nie ma też podstawy prawnej, aby twierdzić, że śmierć Czesława Kiszczaka stanowiła przeszkodę do zarządzenia przeszukania. "Przecież celem i istotą tego postępowania jest odzyskanie dokumentów podlegających przekazaniu do IPN, niezależnie od tego, kto je posiada. Potwierdza to również fakt, ze ostatecznie przecież zarządzono przeszukanie po jego śmierci" - napisał.

 

Sławomir Cenckiewicz dziwi się także, dlaczego Marii Kiszczak, wdowie po generale, która zaproponowała Instytutowi sprzedaż nielegalnie posiadanych dokumentów – nie uniemożliwiono "powrotu do domu bez asysty prokuratora i policji w celu dokonania przeszukania".

 

Zdaniem historyka "dokument, który przedstawiła Prezesowi IPN, powinien zostać natychmiast zatrzymany w trybie procesowym i zabezpieczony". Zaś, jak napisał były pracownik IPN, "z okoliczności sprawy, w szczególności z wypowiedzi Marii Kiszczak wynika, iż powinna mieć przedstawione zarzuty", bo sam fakt, że "przechowywała bez podstawy prawnej dokumenty państwowe, jest podstawą do pociągnięcia jej do odpowiedzialności karnej". Sławomir Cenckiewicz dodał, że w jego opinii "wypowiedzi przewodniczącego Rady IPN Antoniego Dudka, o tym, że nie jest zwolennikiem postawienia zarzutów M. Kiszczak, mogą być odbierane jako niedopuszczalna forma nacisku na prokuratora prowadzącego śledztwo".

 

W opinii Cenckiewicza na uwagę zasługuje także fakt, że czynności przeszukania w domu Czesława Kiszczaka nie były przeprowadzone zgodnie z zasadami procesowymi, bo zamiast przeszukania - jak pisze - miało miejsce wydanie dokumentów przez Marię Kiszczak i podjęcie pobieżnych czynności sprawdzających.

 

Apel o nadzór prokuratora generalnego

 

Zdaniem historyka działania IPN w związku z dokumentami zabezpieczonymi w domu Czesława Kiszczaka mogły przyczynić się do tego, że "w wielu domach prominentnych komunistycznych dygnitarzy, co do których istniały uzasadnione podejrzenia, że ukrywają ważne dokumenty wykradzione z archiwów państwowych, dokumentów tych już nie ma".

 

Cenckiewicz twierdzi, że "prokurator prowadzący postępowanie dopuścił się wielu nieprawidłowości mogących zostać zakwalifikowanych jako rażące naruszenie prawa i uzasadniających zarzut przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków". Dlatego zaapelował o natychmiastowe podjęcie stosownych czynności nadzorczych przez Prokuratora Generalnego.

 

Facebook.com