Na tablicy przed restauracją na przedmieściach Paryża, Callet zazwyczaj wypisuje dania, które tego dnia serwuje. Teraz pojawił się na niej napis: "Psy mile widziane, zakaz wejścia dla bankierów (chyba że zapłacą za wejście 70 tys. euro)".

 

To kwota, którą restaurator chciał uzyskać na poszerzenie swojej działalności. Odbił się jednak od ściany - nie znalazł ani jednego banku skłonnego udzielić mu kredytu.

 

- Potraktowali mnie jak psa, więc zabroniłem im wstępu - powiedział dla serwisu thelocal.fr zdenerwowany szef kuchni. Dodał, że kredyt w wysokości 70 tys. euro to "nic", poinieważ jego restauracja w zeszłym roku miała obrót 300 tys. euro. - Wielu bankierów, którzy odprawili mnie z kwitkiem, zna mnie. Przychodzili tutaj - tłumaczył.

 

Powtórka z rozrywki

 

Callet ma problemy ze swoją zdolnością kredytową nie od dziś. Taka sama sytuacja spotkała go 7 lat wcześniej. Kiedy miał 23 lata, banki ponad 20 razy odmówiły mu kredytu na otwarcie pierwszej restauracji. W końcu uzyskał pieniądze i odniósł sukces.

 

- Nigdy nie miałem problemów finansowych, a znowu jestem w tej sytuacji. Bankierzy nie wykonują dobrze swojej pracy - stwierdził Callet.

 

Restaurator skrytykował jednak nie tylko francuskie banki, ale i cały kraj. - To problem z naszym "francuskim socjalizmem". Mamy więcej urzędników niż ktokolwiek na świecie, nasza opieka socjalna ma większy budżet niż amerykańska armia - mówił. - Mamy 35-godzinny tydzień pracy. Pomimo globalizacji nasze firmy są zablokowane. Brakuje nam powietrza - kontynuował.

 

thelocal.fr