Po morderstwie, do którego doszło 3 lutego w Warszawie, Kajetan P. dostał się do Poznania. Stamtąd  wyruszył w podróż do Berlina. Potem do Włoch, gdzie miał przebywać m.in. w okolicach Rzymu i Bolonii. Stamtąd udał się na Sycylię, by ostatecznie promem dotrzeć na Maltę.

 

"Rzeczpospolita" podaje, że choć "poszukiwacze nie mówią oficjalnie, jak trafili na trop uciekiniera", to z informacji zdobytych przez dziennikarzy gazety wynika, że "kluczowe okazały się dwa elementy: nagrania z monitoringu oraz zakup tabletu". Fakt, że Kajetan P. kupił taki sprzęt, miała zarejestrować jedna z kamer. "Połączenie się z internetem - według naszych rozmówców - pogrążyło uciekiniera, wskazując jego lokalizację. Kiedy dokładnie włączył sprzęt - nie wiadomo" - informuje "Rzeczpospolita".

 

Dziennik przypomina, że tuż po zabójstwie mężczyzna wziął kredyt. Pieniądze te mógł przeznaczyć właśnie na zakup tabletu i na podróż. Jak do tej pory ustalili policjanci, Kajetan P. chciał dotrzeć do Tunezji.

 

Pomoc FBI

 

W poszukiwania Polaka zaangażowana była policja niemiecka i włoska - donosi "Rzeczpospolita". Polskim śledczym pomagali także oficerowie łącznikowi z FBI. Informację tę, dla polsatnews.pl, potwierdziła Monika Wasiewicz, szefowa polskiego biura FBI. - Wspieraliśmy policję. Ale nie mogę mówić o detalach - poinformowała. Dodała, że po stronie FBI zaangażowane były dwie osoby, które działały i na terenie Polski i poza granicami.

 

W czwartek Kajetan P. został doprowadzony do sądu w Valletcie. Według reportera Polsat News Tomasza Lejmana poszukiwany 27-latek zgodził się na ekstradycję, a strona maltańska będzie chciała przekazać go Polsce nawet w ciągu kilkudziesięciu godzin. Ponadto sąd skazał go za posiadanie noża oraz składanie fałszywych zeznań.

 

Kajetan P. od momentu zatrzymania przebywał w areszcie pod Vallettą na Malcie. Według funkcjonariuszy z Malty jest bardzo spokojny.

 

Rzeczpospolita, Polsat News