Resort chce też, by zwiększyły się w tym zakresie uprawnienia ministra spraw wewnętrznych i administracji - miałby on prawo wglądu do źródłowych materiałów dotyczących działań, zachowań funkcjonariuszy.

 

Jak zastrzega wiceminister Zieliński, ta koncepcja nie jest tylko efektem ubiegłotygodniowej rezygnacji szefa policji insp. Zbigniewa Maja (Maj tłumaczył, że postanowił zrezygnować, bo byli pracownicy Biura Spraw Wewnętrznych - tzw. policji w policji, przygotowywali wobec niego prowokację), a wynika z programu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości.

 

- Chodzi o stworzenie realnego instrumentu nadzoru nad Policją i pozostałymi służbami mundurowymi podległymi ministrowi spraw wewnętrznych. Takie biuro spraw wewnętrznych, które nie będzie podporządkowane komendantom, a ministrowi SWiA- zaznacza Zieliński. Jak dodaje, chodzi o to, by jednostka ta miała uprawnienia umożliwiające „głębokie sprawdzenie prawidłowości funkcjonowania formacji i działań funkcjonariuszy".

 

Minister skontroluje funkcjonariuszy

 

- Żeby można było sprawdzić zachowania niezgodne z etyką służby, powiązania funkcjonariuszy z biznesem, przypadki korupcji. Dzisiaj takie uprawnienia z mocy przepisów ma Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji, tylko że jest ono podległe Komendantowi Głównemu Policji. Minister SWiA nie ma takiego narzędzia, nie może też skutecznie kontrolować działań szefów formacji - mówi Zieliński.

 

Nowa instytucja ma mieć, podobnie jak Biuro Spraw Wewnętrznych, uprawnienia operacyjne.

 

- Minister nadzorujący tę jednostkę musi mieć prawo wglądu do materiałów operacyjnych w zakresie dotyczącym funkcjonariuszy. Nie chodzi o realizację czynności operacyjnych, ale ta instytucja, podlegająca bezpośrednio ministrowi, powinna mieć takie uprawnienia. Z kolei minister mając prawo wglądu do materiałów operacyjnych, źródłowych będzie mógł sprawdzić, jak sytuacja w rzeczywistości wygląda i zweryfikować ustalenia i wnioski przedstawione mu przez uprawnionych do czynności kontrolnych funkcjonariuszy - zaznacza wiceminister.

 

Jak dodaje, projekt zmian w prawie powinien powstać w ciągu kilku tygodni.

 

Zieliński zastrzega równocześnie, że utworzenie nowej jednostki nie oznacza całkowitej likwidacji biur spraw wewnętrznych w formacjach. - Komendanci muszą także mieć takie narzędzia. To, czym dysponują dzisiaj, w jakimś niezbędnym zakresie, powinno pozostać - ocenia.

 

Zbadają sprawę podsłuchów? 

 

Pytany, czy tworzona jednostka powinna zbadać też działania grupy policjantów z BSW, które miały być podejmowane wobec dziennikarzy w tzw. aferze taśmowej, wiceminister zaznacza, że będzie zajmować się ona głównie sprawami bieżącymi. Dodaje równocześnie, że w jego opinii audyt w tej sprawie, prowadzony w KGP, "jest niewystarczający, aby dokonać pełnej i obiektywnej oceny tego problemu".

 

Pod koniec 2015 r. insp. Maj powołał grupę, która miała sprawdzić, czy funkcjonariusze BSW podsłuchiwali dziennikarzy w związku z tzw. aferą taśmową. Z audytu wynika m.in., że w KGP działały dwie grupy, które zajmowały się sprawą "afery taśmowej". Informowano ponadto, że kontrolerzy natrafili na materiały, które świadczą, że w zainteresowaniu śledczych pojawiali się dziennikarze i ich rodziny. Sam Maj mówił, że wobec dziennikarzy i ich rodzin "były stosowane formy pracy policji". Raport KGP z pierwszej części audytu został przekazany warszawskiej prokuraturze okręgowej, ta odmówiła wszczęcie śledztwa, uzasadniając, że dokument nie wskazuje na podejrzenie popełnienia przestępstwa, w tym na przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy BSW.

 

- Jako cel działania funkcjonariuszy z drugiej grupy, składającej się z policjantów BSW, wpisano ustalenie ewentualnego udziału funkcjonariuszy organów ścigania w rozpowszechnianiu nagrań ze spotkań funkcjonariuszy publicznych w warszawskich restauracjach. Oznacza to, że rozszerzono niezgodnie z prawem kompetencje i zakres działań tego zespołu BSW, ponieważ Biuro Spraw Wewnętrznych KGP może badać tylko sprawy funkcjonariuszy policji, a nie „organów ścigania". W samym sformułowaniu celu tkwi więc poważny problem prawny. Choćby to wymaga wyjaśnienia - mówi wiceminister.

 

PAP