Zapytany przez prowadzącą program Nowy Dzień z Polsat News Beatę Cholewińską czy Lech Wałęsa nadal pozostaje w jego oczach wielkim bohaterem, Andrzej Celiński odparł: - Myślę sobie, że jest w Polsce coś nie w porządku, że nie potrafimy zachować jakichkolwiek sensownych, w medialnej debacie między sobą, proporcji pomiędzy tym, co najbardziej istotne, tym co dobre a tym co jest jakimś śmieciem, co jest mniej istotne.

 

"Bez Lecha Wałęsy trudno sobie wyobrazić polski wielki sukces"

 

- Lecha Wałęsę  poznałem w 1980 r. już po strajkach, ja nie byłem w Gdańsku w czasie strajków, i przez 16 miesięcy właściwie dzień w dzień, wielokrotnie w ciągu dnia się spotykając (z Wałęsą - red.). Później, od momentu mojego wyjścia, ja trochę później od niego wyszedłem (z więzienia - red.), do 1989 r. właściwie przynajmniej raz na dwa tygodnie widzieliśmy się. (…) Mogę powiedzieć jedno, że bez Lecha Wałęsy, każdy właściwie w miarę trzeźwy człowiek, nawet ten z bardzo dużą ilością robaków  w czaszce, w mózgu powie: bez Lecha Wałęsy trudno sobie wyobrazić ten polski wielki sukces. Najpierw w odzyskaniu niepodległości, praktycznie biorąc – przepraszam bardzo, ja wiem, pamiętam o ofiarach, ale jak na wielkie procesy historyczne - za darmo - wyjaśniał były opozycjonista znaczenie Lecha Wałęsy dla Polski.

 

30 kart z wydrukiem "Lech Wałęsa Gdańsk Pilotów 17d"

 

Andrzej Celiński, zapytany czy jest w stanie pomyśleć o możliwej współpracy Wałęsy w latach 1970-1976 z SB, stwierdził: - Jestem w stanie to pomyśleć.

 

Zauważył przy tym, że byłoby mu niezwykle łatwo przygotować jakieś fałszywki na temat Wałęsy. - Ja już opowiadałem tą przygodę wielokrotnie. Mianowicie odnalazłem w swoich papierach ok. 30 kart z wydrukiem "Lech Wałęsa Gdańsk Pilotów 17d" - stary adres na Zaspie we Wrzeszczu Gdańskim - pustych kart i jego autentyczny podpis piórem złożony. Teraz przypomniałem sobie, że w pewnym momencie on mi zaufał i dał mi po prostu ileś tam kart, żebym mógł w jego imieniu wysyłać rozmaite pisma, listy itd. - powiedział Celiński.

 

- Pomyślałem sobie - akurat to było po historii z Władysławem Bartoszewskim, że jakiś kretyn zarzucił mu, że on współpracował z Gestapo i, że co więcej, znalazł na to jakieś papiery, co po prostu w głowie się nie mieści - pomyślałem sobie, że wystarczyło wziąć starą maszynę pisania Erika i wpisać tam cokolwiek, podpis Lecha Wałęsy jest - stwierdził były opozycjonista.