Według prokuratury, strażnicy "działali na szkodę pokrzywdzonego, interesu publicznego oraz w celu osiągnięcia korzyści osobistej." - Obaj złożyli obszerne wyjaśnienia, po których prokurator zastosował wobec nich dozór policyjny oraz zakazał zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzonym - powiedział Oniszczuk.

 

Jak dodał, wyjaśnienia strażników były częściowo rozbieżne z wyjaśnieniami pokrzywdzonego. - Widać było, że podejrzani znali jego wersję i próbowali ją wykorzystać - powiedział prokurator.

 

Wczoraj funkcjonariusze zostali dyscyplinarnie zwolnieni z pracy. Prokuratura nie wyklucza rozszerzenia zarzutu o pobicie bądź uszkodzenie ciała i stosowanie gróźb karalnych. Strażnicy nie przyznają się do winy.

 

Paweł Surgiel twierdzi, że strażnicy również go okradli. - Mieliśmy informację o zabraniu 400 zł. Ten czyn kwalifikuje się jako wykroczenie. Jeśli się potwierdzi, przekażemy nasze materiały w tej kwestii policji - stwierdził Oniszczuk.

 

Zwrócił uwagę na źle zaparkowany samochód

 

Paweł Surgiel okarżył funkcjonariuszy o wyjątkowo brutalne zachowanie po tym, jak zwrócił im uwagę, że źle zaparkowali samochód patrolowy. - Byłem bity i kopany. Wywieźli mnie do lasu i grozili śmiercią - opowiadał. Interwencję nagrał telefonem komórkowym i upublicznił w internecie.

 

Do zdarzenia doszło na warszawskim Tarchominie, w poniedziałek około godziny 1:30 w nocy. Paweł Surgiel zauważył radiowóz straży miejskiej zajmujący trzy miejsca parkingowe jednocześnie. - To są warunki, w których każdy dostałby mandat karny, o czym powiedziałem strażnikom miejskim. Wyśmiali mnie – opowiedział mężczyzna.

 

Po tych słowach postanowił zarejestrować sytuację. – Wyjąłem telefon i zacząłem nagrywać. Zareagowali agresją. Agresja strażników miejskich czy nadużywanie przez nich uprawnień to jest bardzo popularna ostatnio sprawa. Nie zachowują się natomiast żadne dowody i nagrania. Pozostaje słowo przeciwko słowu. I tak też miało być w moim przypadku - opowiedział Paweł Surgiel.

 

Według mężczyzny strażnicy za wszelką cenę chcieli pozbawić go telefonu i nagrań. Doszło do szamotaniny. - Po szarpaninie z przodu samochodu, przepychanka przeniosła się na jego tyły. Zostałem rzucony na ziemię i zwinięty w kulkę na betonie, włączyłem jeszcze raz nagrywanie. Byłem bity i kopany - powiedział mężczyzna.

 

"W ostatniej chwili zablokowałem telefon"

 

Jak podaje mężczyzna, po szamotaninie na zewnątrz dwóch funkcjonariuszy zakuło go w kajdanki. - Zabrano mi telefon, w ostatniej chwili udało mi się go zablokować. Zostałem wrzucony do radiowozu. Tam jeden i drugi funkcjonariusz uderzył mnie w twarz - relacjonował mężczyzna. Następnie, jak twierdzi, jeden z funkcjonariuszy zasugerował użycie gazu. - Psiknęli mi nim w twarz, a później z bardzo bliskiej odległości do oka - dodał.

 

Funkcjonariusze mieli wywieźć mężczyznę do lasu i grozić śmiercią. - Bardzo głośno wołałem o pomoc. Jak widać - skutecznie - podsumował mężczyzna.