- Żołnierze są gotowi służyć ojczyźnie i wykonywać te postanowienia, które wydadzą władze polityczne, ale także politycy powinni ponosić odpowiedzialność za swoje decyzje. To jest okazja, żeby ta formacja polityczna się zrehabilitowała. Apeluję do prezydenta Dudy, aby wydał w tej sprawie akt łaski - mówił w środę gen. Skrzypczak dziennikarzom.

 

Jego zdaniem, duży udział w sprawie miały służby specjalne, które "pisały jej scenariusz, a działo się to w czasach, gdy władzę sprawowała formacja, która rządzi dziś. To się będzie za armią ciągnąć tak długo, jak długo środowisko polityczne nie wyciągnie wniosków i nie weźmie odpowiedzialności" - powiedział.

 

Obrońcy żołnierzy, których Sąd Najwyższy prawomocnie skazał za nieprawidłowe wykonanie rozkazu w Nangar Khel  zapowiedzieli też, że będą się ubiegać o to, aby Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł kasację od tego wyroku. Taką sprawę rozpatrywałby SN w 7-osobowym składzie. Adwokaci wyrazili satysfakcję, że sprawa nie dotyczy już zbrodni wojennej.

 

Wyrok Sądu Najwyższego

 

W środę Sąd Najwyższy utrzymał w mocy wyrok Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie, który ocenił, że sprawa Nangar Khel z 2007 r., gdzie po polskim ostrzale zginęło 6 Afgańczyków, to nie zbrodnia wojenna, lecz złe wykonanie rozkazu. Wymierzył za to wyroki w zawieszeniu.

 

Trzyosobowy skład Izby Wojskowej Sądu Najwyższego uznał wyrok I instancji za prawidłowy i utrzymał go w mocy.

 

Wcześniej Wojskowy Sąd Okręgowy uznał tę sprawę nie za zbrodnię wojenną, o co oskarżyła siedmiu żołnierzy wojskowa prokuratura, lecz za nieprawidłowe wykonanie rozkazu i skazał za to trzech oskarżonych na kary więzienia w zawieszeniu. Zaś wobec jednego z żołnierzy, st. szer. rez. Damiana Ligockiego, warunkowo umorzył postępowanie, uznając jego winę.

 

PAP