Tzw. afera sopocka wybuchła w lipcu 2008 r. W 2009 r. gdańska prokuratura apelacyjna postawiła Karnowskiemu osiem zarzutów, w tym siedem dotyczących korupcji. Według oskarżenia, Karnowski miał m.in. przyjmować darmowe naprawy samochodów i prace budowlane od sopockich przedsiębiorców.

 

Najpoważniejszy zarzut związany był z zawiadomieniem złożonym przez przedsiębiorcę Sławomira Julkego, który twierdził, że Karnowski zażądał od niego łapówki w postaci dwóch mieszkań w zamian za przychylność urzędników ws. planowanej przez Julkego przebudowy strychu w sopockiej kamienicy.

 

Głównym dowodem na korupcyjną propozycję było nagranie, które wykonał biznesmen, były kolega prezydenta. Karnowski od początku zapewniał, że nagranie jest zmanipulowane. Potem okazało się, że oryginalnego zapisu nagrania nie ma.

 

Prokuratura trzykrotnie kierowała do Sądu Rejonowego w Sopocie akt oskarżenia. Dwa razy sąd zwracał jej akta do uzupełnienia o opinie, a w jednym przypadku zdecydował o umorzeniu części zarzutów. Kilka wątków umorzyła sama prokuratura. Z kolei wątek dotyczący oskarżeń Julkego został umorzony przez prokuraturę w Szczecinie.


Winny poświadczenia nieprawdy


W trzecim - zakończonym w październiku 2015 r. procesie w tej sprawie - sopocki sąd zajmował się trzema ostatnimi zarzutami, z których dwa miały naturę korupcyjną. Sąd uniewinnił Karnowskiego od obu tych zarzutów.


Uznał go jednak winnym poświadczenia nieprawdy w oświadczeniu związanym z przetargiem na auta dla Urzędu Miejskiego w Sopocie. Sąd uznał, że czyn ten cechował się znikomą szkodliwością społeczną i postępowanie w tym zakresie zostało warunkowo umorzone na rok. Wyrok nie jest prawomocny, prokuratura wniosła do sądu apelację.


Prezydent Sopotu od samego początku twierdzi, że jest niewinny, a cała akcja jest prowokacją wymierzoną w niego i Donalda Tuska.

 

"Sąd popełnił błąd"

 

Od tego wyroku odwołała się Prokuratura Apelacyjna w Gdański. W apelacji, która wpłynęła już do sądu,  powołała się na "obrazę przepisów prawa materialnego".

 

Zdaniem prokuratury, sąd uznał, że aby doszło do łapownictwa, to określone korzyści majątkowe muszą być wręczone "za określone zachowanie lub zaniechanie". W tym przypadku prokuratura uważa, że korupcja występuje także, gdy korzyści majątkowe wręczane są w celu zapewnienia sobie przychylności w przyszłości.


Prokuratura wskazuje także na „błąd w ustaleniach faktycznych”. - Sąd nie uznał bowiem bezpłatnych usług świadczonych Karnowskiemu za "bezprawne korzyści majątkowe" - argumentuje.


"Bardziej kreowali rzeczywistość niż byli dziennikarzami"


Sam Karnowski wytoczył proces byłemu już redaktorowi naczelnemu "Rzeczpospolitej" Pawłowi Lisickiemu i b. dziennikarzowi tej gazety Piotrowi Kubiakowi za cykl kilkudziesięciu artykułów o "aferze sopockiej. Prezydent Sopotu domaga się od obu pozwanych przeprosin oraz zapłaty po 250 tys. zł zadośćuczynienia.

 

Podczas procesu Karnowski przekonywał m.in., powołując się na wycenę autorstwa jednej z firm zajmujących się monitoringiem mediów, że aby odwrócić negatywne skutki, jakie przyniosły jego wizerunkowi publikacje "Rz", trzeba by wydać dwa miliony złotych.


Pełnomocnik pozwanych Michał Majkowski domagał się oddalenia pozwu. Argumentował, że dziennikarze publikując artykuły dołożyli wszelkiej możliwej staranności, a przede wszystkim działali w obronie uzasadnionego interesu społecznego. Przekonywał też, że dziennik nie naruszył dóbr osobistych Karnowskiego, ponieważ skupił się głównie na opisywaniu działań prokuratury i wymiaru sprawiedliwości ws. prezydenta Sopotu.

 

Wyrok w tym procesie miał zostać ogłoszony 3 lutego. Tego dnia jednak z uwagi na obszerność zgromadzonego w sprawie materiału sąd odroczył publikację orzeczenia na kolejne dwa tygodnie, czyli 17 lutego. W środę sąd uznał jednak potrzebę uzupełniających przesłuchań stron i wyznaczył kolejny termin rozprawy na 1 czerwca.


- Lepiej, żeby sąd rozwiał wszelkie wątpliwości co do tej radosnej działalności dziennikarzy - pana Lisickiego i pana Kubiaka, którzy - co podkreślam - bardziej kreowali rzeczywistość niż byli dziennikarzami - powiedział dziennikarzom po rozprawie Karnowski.

 

trojmiasto.pl, PAP